A house without books is a house without windows.
- Horace Mann
TEKSTY DLA DZIECI: Zaczynasz naukę | Już trochę potrafisz | Potrafisz całkiem sporo
Rozmowa o zwierzętach
W cyrku
Droga kropli wody
Moja szkoła
Z wizytą w Biskupinie
W sklepie z warzywami
Na zielonej szkole
Wycieczka do ZOO
I Jan był kiedyś Jasiem
Pory roku
Słońce, Księżyc i gwiazdy
Śladami Winnetou
Bajka o zaimkach - Coś...
Uwielbiam układać puzzle
CYRK - NIE DLA ZWIERZĄT cz.1
Kot maści kawowej
Bajka o zaimkach - Ktoś...
HOŁD
Z wizytą w Biskupinie
Autor tekstu: Anna Ćwiek
Pojechaliśmy na klasową wycieczkę do Biskupina. Mogliśmy się przekonać, jak to kiedyś ludzie żyli i jak spędzali czas. Oprócz tego trafiliśmy na konkurs siłaczy i uczyliśmy się nowych umiejętności.
Tydzień temu byliśmy z całą klasą na wycieczce w skansenie w Biskupinie, który reprezentuje kulturę łużycką. Tyle jest tam ciekawych rzeczy do oglądania! Muzeum co prawda średnio mi się podobało, ale za to zwiedzanie półwyspu - to było coś.
Tak to wyglądało...
Kiedyś otaczał go falochron z pali, za którym wybudowano wał obronny. Jest w nim tylko jedna brama, na pewno tak było bezpieczniej. Niedaleko niej jest plac, na którym podobno spotykali się mieszkańcy, aby porozmawiać o różnych ważnych sprawach, a spotkania te nazywano wiecami.
Domy stawiano w rzędach, a na jeden dom przypadała jedna rodzina. Kiedy spojrzymy z góry, wygląda to tak, jakby kilkanaście pasków było otoczonych ramką. W całej osadzie było 700-1000 mieszkańców, zamieszkujących 100 domów. Najdziwniejsze jest to, że w takim domu było tylko jedno łóżko, na którym musiała się zmieścić cała rodzina. Pani powiedziała, że Biskupin zamieszkiwała wspólnota rodowa, więc wszyscy byli tam podobni do siebie. Żyli głównie z rolnictwa i hodowli zwierząt.
Dzisiaj osada nie wygląda już niestety tak, jak kiedy powstała, czyli prawdopodobnie w VIII w. p.n.e. Została częściowo zrekonstruowana, jednak nie wiadomo, jak dokładnie wyglądała przed wiekami i dlatego może się trochę różnić od pierwotnej.
Co się działo!
Mieliśmy szczęście - trafiliśmy na coroczne zmagania siłaczy o tytuł Mocarza Biskupińskiego! Podnosili naprawdę ciężkie przedmioty: rzucali belkami albo dźwigali dębowe wozy. Ja też jestem bardzo silna, podniosłam kamień, który ważył 400 kg! Na zdjęciu wcale nie widać, że jest ze styropianu.
Najbardziej podobało mi się lepienie garnków z gliny. Ulepiłam dzbanek z dwojgiem uszu. Wyszedł trochę krzywo, ale w końcu praktyka czyni mistrza. Strzelanie z łuku też było fajne, ale to bardzo trudne i nie tak łatwo jest trafić do celu. Mnie się nie udawało, ale Wojtkowi szło całkiem nieźle. Pewnie ma to we krwi, w końcu jego dziadek był myśliwym.
Mogliśmy też spróbować chleba pieczonego w prawdziwym piecu chlebowym. Był jeszcze gorący i bardzo chrupiący. Szkoda, że w piekarni obok mojego bloku nie można takiego kupić. Pan piekarz powiedział, że to pieczywo tak pysznie smakuje dlatego, że jest pieczone według tradycyjnej receptury i z sercem.
Wszystko się kiedyś kończy...
Była to najciekawsza szkolna wycieczka, na jakiej byłam do tej pory. Wróciliśmy do domu wieczorem, zmęczeni, ale szczęśliwi. Chciałabym tam jeszcze raz pojechać. Zastanawiam się tylko, jak ludzie mogli żyć w takich warunkach. Ja bym nie wytrzymała bez prądu, bieżącej wody. Nie mieli komputerów ani nawet telewizorów. Pewnie się nie nudzili, bo przecież tyle było pracy w osadzie, że zawsze znalazło się coś do roboty, ale to takie monotonne. Cieszę się, że żyję w dzisiejszych czasach, ale cieszę się też, że można zobaczyć, jak żyli nasi przodkowie.
A. Ć.
O nas |
Reklama |
Regulamin |
Polityka prywatności
Tłumaczenie tekstów
Redakcja i korekta tekstów
(C) EnglishStory.pl
| KONTAKT: | Biuro: | biuro@englishstory.pl |
| Pomoc: | web@englishstory.pl | |
| Telefon: | +48 880 074 279 (w godz. 9:00 - 17:00) |