Own stupidity, people used to call experience.
- Oscar Wilde
TEKSTY DLA MŁODZIEŻY: Zaczynasz naukę | Już trochę potrafisz | Potrafisz całkiem sporo
Skala ocen: 1 - 10
Oddanych głosów: 1 Aktualna ocena: 7
Po węgierskiej stronie
Muzea i galerie sztuki
Sen i marzenia senne
Patron dyskretnej dobroci
Oddaj mi swoje serce i duszę
Zamek Lipowiec
Udomowienie zwierząt
Przewodnik nie - turystyczny
Poprzez pryzmat
Nastroje Waxa Tailora
CHĘCINY
Second life
The Seldom Seen Masterpiece
"Do teatru? Nie, dziękuję"
Burial - widmo niespotykanych dźwięków
39/89 - Zrozumieć Polskę
Asymetria w naszej głowie
Szanowny Święty Mikołaju!
Głosy braci mniejszych
Jak się uczyć, żeby się nauczyć?
Wojna według Tarantino
"Malowany ptak", czyli zło w każdym z nas...
Wojna polsko-ruska
Dlaczego tak łatwo ulegamy modzie, trendom i reklamie...
Fenicjanie - nieustraszeni żeglarze antycznego świata
Feminizm a macierzyństwo (część 2 - praktyka)
Feminizm a macierzyństwo (część 1 - teoria)
Kobieta w ciąży a reszta świata
Historia szkolnictwa w Polsce
Homoseksualizm
Krótka rozprawa narzekająca na... narzekanie
Hipokryzja
Do nieba bez serca
Van Helsing
Nieletnie desperatki
Co jest po drugiej stronie lustra?
Prawo moralne we mnie
Tropa de elite - recenzja filmu
Edukacja seksualna w szkole
Kreatorzy mody, biznes czy powołanie?
Reklama, czy to tylko promocja produktu?
Gdy odchodzi przyjaciel...
Młodociani przestępcy
Nowy Marillion
Kolos koguthos
Fidiasz - geniusz, romantyk, wielki artysta
Sztuka filmowa - Sztuka teatralna
Co jest po drugiej stronie lustra?
18 lat - magiczna linia trudu dorosłości
Coco Chanel - infantylizm czy smutna prawda?
Freestyle o kulturze
Kobieta jako kura domowa, bizneswoman lub wamp
Ukryte poczęcie
Pogardzane i uwielbiane
Pies kotu nierówny
Rośliny mięsożerne
Dżuma wychowawcza
Dług - recenzja filmu
Czy miłość idzie w parze z bogactwem
Alicja i Ciemny Las - recenzja książki
Przeciwny kamerom w szkołach? A dlaczego?
Kuch Kuch Hota Hai, czyli: Coś się dzieje
Nigdy nie mów 'nigdy'...
Podróż po dojrzałości, czyli nowa płyta O.S.T.R.'a
Autorytety
Dojrzałość czy kombinatorstwo?
Odwieczny szkolny paradoks - szacunek dla nauczycieli
EMO - interkultura komercyjna
Blokowisko od środka
Rola horoskopu
O telefonie - słów kilka...
Europa Europa
Kino bez miejsca dla widza
Fiolka Absurdu
stÓdęci
Samokracja!
matÓra
Człowiek - niedźwiedź
Egzotyka w Ojczyźnie(!) Wieszcza
Gdzieś w połowie
Tele-voo doo
Mikołaj w letniej koszulce
Garść wspomnień
Protokolantka i prokurator
Muzyka zwierciadłem duszy
Czy znajomość savoir vivre'u pomaga w życiu?
Matura - jak wiele ma wspólnego z egzaminem dojrzałości?
Czy warto wierzyć horoskopom?
Czy bycie modnym jest modne?
Wolność jest w nas
Szacunek do nauczyciela?
Matura a dojrzałość
Eutanazja - czy wegetacja w oczekiwaniu na ostatnie tchnienie?
Kosmiczna apokalipsa
Wiarygodność horoskopu, po co go czytamy?
Telefon
Co jest po drugiej stronie lustra?
Barwy tęczy, czy coś się kryje pod jej kolorami?
Psi przewodnik
Różne oblicza prawa i porządku
Antychryst, lek na depresję Von Triera?
Krótka rozprawa narzekająca na... narzekanie
Autor tekstu: Katarzyna Adamowicz
Ludzie współcześni stworzeni są do narzekania. Z całego Achillesa widzą tylko piętę.
Marie von Ebner-Eschenbach
Denerwuje mnie to ciągłe narzekanie Polaków. Cały czas na wszystko. Aktualnie bez przerwy słyszę o:
a) niskich zarobkach i braku perspektyw na pracę po studiach,
b) korkach na Wszystkich Świętych,
c) gadżetach świątecznych pojawiających się stopniowo w większych galeriach handlowych.
Że nie wspomnę o cenach mieszkań lub kosztach ich wynajmu, brakach w wykształceniu i "złym" promotorze, bo głupek kapnął się, że to nie Tomek napisał "swoją" pracę magisterską, tylko Justyna zrobiła to za niego. A że zrobiła z błędami podobnymi do swoich, to głupek-idiota-promo od razu skojarzył fakty. Kurczę, przecież nie po to Tomek płacił Justynie po 150 zł za rozdział, żeby teraz mieć tak przerąbane.
I tak w kółko. Narzekamy, bo narzekanie mamy we krwi. Nikt nie zna większych malkontentów od nas. Ale może warto czasem spojrzeć na wszystko z innej strony?
Tak optymistycznie, że prawie optymizmu nie czuć, czyli małe piwko dla pań
Nie, nie będę opisywać, że ozdobiona bożonarodzeniowo Galeria Krakowska zaraz po 11 listopada jest piękna. Jest OKROPNA! Ale... nie mam w planach narzekać z tego powodu: szkoda czasu, siły i/lub energii. Nie jestem też niewiadomo jaką hipokrytką, żeby twierdzić, że się nie cieszę, iż Boże Narodzenie zaczyna się w połowie jedenastego miesiąca w roku, bo dzięki temu dekoratorzy mają pracę. Nie. Nie mam zamiaru narzekać na to, że Tesco jest otwarte w niedzielę, a niedziela to dzień święty, więc powinno być zamknięte. Nie chcę - nie kupuję. Krótka piłka.
Chciałabym żyć w kraju, w którym ludzie tylko wyrażają swoje opinie. Nie twierdzę, że jestem idealna, ale to ciągłe malkontenctwo potrafi dobić. Siedzę z koleżankami przy (nie na, błagam!) piwie. Wszystkie jesteśmy w jednym wieku, w czerwcu radośnie skończyłyśmy studia. Dwie z nas są polonistkami, jedna panią inżynier z umiejętnościami projektowania i budowania (czy montowania - sama nie wiem) klimatyzacji, jedna skończyła turystykę, ale jeszcze się nie obroniła, bo czeka, aż jej chłopak skończy pisać, ale to nie będzie takie proste, bo głupek-idiota-promo zablokował mu dojście do obrony gdyż, ponieważ, że Justyna napisała mu tę pracę i co teraz? Nawet w łapę się nie da dać, no... Siedzimy więc przy tym piwie, patrzymy sobie w sufit i gadamy o dzisiejszym świecie. I z każdym słowem wypowiadanym przez dziewczyny czuję się jeszcze bardziej winna. Winna, bo zarabiam. 1300 złotych na rękę. AŻ. A inni są na stażu i mają tylko 907 zł (Agnieszka). I przynajmniej mam ubezpieczenie, bo inni nie mają nic z tych swoich zleceń (Jadźka). A w ogóle się musimy we trzy koniecznie cieszyć, bo mamy pracę, a drudzy siedzą ciągle w tym Internecie i czegoś szukają i nic (Karolina). I każde zdanie jest oskarżeniem. I wychodzę z tej knajpy przytłoczona procentami ("Kochanie, tyle razy ci mówiłem, żebyś nie piła piwa przez słomkę, bo tak ono szybciej do głowy uderza, a ty cały czas swoje. Ech, ty uparta babo.") i wypowiedziami koleżanek Nie wiem. Może powinnam w poniedziałek szefa po nogach całować?
Narzekajmy! Będą bardziej nas nie znosić, czyli słów kilka na temat marzeń o świętym spokoju
Korki przed Świętem Zmarłych. Są. Zawsze były. I będą, bo to najbardziej rozjeżdżone święto ze wszystkich mi znanych. I paradoksalnie ginie podczas niego najwięcej ludzi na drogach. Jak przeżyć? Uzbroić się w cierpliwość. I przygotować sobie zapas czasu, jeśli wybieracie się w długą podróż. A że nie zdążycie przez to na poranną mszę do Torunia? Nieważne! Pamiętaj o zmarłych bliskich, ale nie dołączaj zbyt szybko do nich. Po co? Lepiej się uśmiechnąć na widok kolejki samochodów, włączyć radio i pośpiewać. O banałach, cukierkach, media-marketach. Byle optymistycznie i do przodu. Oh, yeach! (Ha, ale mi moralitet wyszedł, sic!)
Siedzę w pracy. Właśnie jedna z wychodzących pań instruktorek wykrzyknęła: "Jak ja nie lubię tego święta!" Ok., nie lubmy. Nie lubmy:
a) Wszystkich Świętych, bo są smutne,
b) Bożego Narodzenia, bo jest komercyjne,
c) Wielkanocy, bo jest wiosną, a wiosną są roztopy i nie wiadomo jak się ubrać,
d) Bożego Ciała, bo jest upał,
e) 15 sierpnia, bo to połowa wakacji,
f) swoich urodzin, bo przypominają nam ile mamy lat,
g) swoich imienin, bo to komunistyczne święto,
h) Święta Niepodległości, jeśli przypada w środę i nie będzie długiego weekendu,
i) a nawet jak już ktoś ma ten długi weekend to i tak bez sensu, bo co to za długi weekend w listopadzie?! Szczyty.
A dla tych, co ("Którzy! - pamiętajcie państwo: którzy! Co to tylko Mickiewicz pisał!" - mówił mój profesor) nie rozumieją ironii dodam tylko: wiem, że ten tekst jest jednym wielkim narzekaśkiem. A i tak go lubię.
K. A.
O nas |
Reklama |
Regulamin |
Polityka prywatności
Tłumaczenie tekstów
Redakcja i korekta tekstów
(C) EnglishStory.pl
| KONTAKT: | Biuro: | biuro@englishstory.pl |
| Pomoc: | web@englishstory.pl | |
| Telefon: | +48 880 074 279 (w godz. 9:00 - 17:00) |