Live imperfection is better than dead masterpiece...
- George Bernard Shaw
TEKSTY DLA MŁODZIEŻY: Zaczynasz naukę | Już trochę potrafisz | Potrafisz całkiem sporo
Skala ocen: 1 - 10
Oddanych głosów: 2 Aktualna ocena: 9
O polskim filmie
Drogocenne lustra i magiczne zwierciadła
Jak ludzie upiększają swoje ciała?
Zasady korzystania z telefonu komórkowego
Rekordziści w świecie zwierząt
Problemy religijne
Śmierdzący nałóg
Kino z moich marzeń
Czy telefon komórkowy może zastąpić przyjaciela?
Bezrobocie
Do szopy, hej pasterze!
Nowa baśń o starej historii
Smok nie nadszedł, ludzkość ocalała
Ziarno prawdy w legendzie
Legenda o panu Twardowskim
Czy czarny kot to pech czy zabobon?
Wycieczka do lasu
Niemy krzyk
Co słychać w subkulturach cz. 3
Co słychać w subkulturach cz. 2
Moja szkoła
W cyberprzestrzeni
Ozdoba na zawsze
Nasza-klasa...i inne
Moje miasto
Wojna niezmienna, czyli konflikt oczami hippisów
Szacunek dla nauczycieli...
Szacunek do nauczyciela
Niezwykłe spotkanie - opowiadanie
Błękitna planeta
Klasowa menażeria
Sława drugiego sortu
Pięknie, Kurczę, Pięknie (PKP)
Mała, zielona strzałka
Wolność słowa - apogeum
Nauka języków obcych - ciekawe doświadczenie czy przykra konieczność?
Czy jestem lesbijką?
Ściągo - Ojczyzno moja
Dzieci i sztuka
Co kryje się pod kolorami tęczy?
Żeby psie życie było mniej pieskie
Dziękuję za wspomnienia, czyli hołd dla ludzi dobrej woli
Co słychać w subkulturach cz. 1
Kwestia kota maści czarnej
Sława drugiego sortu
Autor tekstu: Wiola >Fi< Myszkowska
Popularność programów typu "reality show", od czasu, kiedy w Polsce pojawił się pierwszy z nich, obrazuje wykres constans. Ani nie spada, ani nie wzrasta.
Jak wyjaśnia bogini Wikipedia: "Istotą programu reality show jest postawienie widza w roli >podglądacza<; z punktu widzenia oglądalności im bardziej będzie w programie naruszona intymność uczestnika i im drastyczniejsze sceny widz obejrzy, tym lepiej". Przekładając tę definicję z polskiego na polski znaczy to mniej - więcej tyle, co "kolejny genialny pomysł telewizji, na którym zbito kupę kasy". Głównie dlatego, że ludzie bardzo lubią podglądać, a w skrajnych przypadkach, nawet być podglądanymi. Szczególnie, jeśli w zamian można dodrapać się łatwej sławy.
Pamiętam, że pierwszym programem w Polsce, który określono tym mianem był "Agent". Program nie przypominał jeszcze klasycznego "Big Brothera", uczestnicy spędzali czas bardziej aktywnie. Uganiali się po całej Francji, od czasu do czasu skoczyli na bungee, pograli w golfa i podchody. Do tego dodano mały smaczek kryminalny. Wygrywał ten, kto odkrył tożsamość tytułowego Agenta. Owa niecna kreatura miała za zadanie sabotażować zadania wykonywane przez uczestników. Ci, którzy typowali źle - odpadali w kolejnych odcinkach. Nie było jeszcze mowy o żadnym decydowaniu ze strony telewidzów. Wysłać sms-a mogli jedynie na audiotele, w którym typowali, kto odpadnie w następnym odcinku.
Mimo że program miał wysoką oglądalność, dorobił się tylko trzech serii. A szkoda, koncepcja była naprawdę dobra. Właściwie jest to jedyny reality show, który miałby we mnie wiernego widza, nawet jeśli dzisiaj emitowano by jego siedemnastą edycję. Może dlatego, że był zupełnie niepodobny do programów, które miały się Polsce dopiero pojawić. Ludzie zapewne szli tam po pieniądze, ale nie po sławę i karierę. Poza tym człowiek siadał przed telewizorem tylko raz w tygodniu, a nie codziennie.
Inaczej sprawa się miała z nawałem reality show spod znaku "barak, prysznic i nominacje", który pojawił się zaraz po przetarciu szlaku przez "Agenta". TVN wykupiło prawa do "Big Brothera" - "programu opartego na książce >Rok 1984< Georga Orwella", jak krzyczała kampania reklamowa. W tym samym czasie pan Orwell pewnie nie raz się w grobie przewrócił.
Oczywiście, nie było żadnych "papierosów zwycięstwa" i chodzenia w identycznej odzieży. Pokój 101 zastąpił "pokój zwierzeń", w którym uczestnicy mogli nominować koleżanki i kolegów, z którymi nie chcieli już dzielić trosk i radości. Orwellowska została praktycznie tylko postać Wielkiego Brata, który inwigilował uczestników wszędzie, nawet pod prysznicem. Jak można się domyślić, z charakterystycznego klimatu "Roku 1984" nie zachowało się zbyt wiele, ale przecież nie chodziło o to, aby widzów przerazić. Głównie chodziło o ten prysznic właśnie. O szokowanie.
Nawet próbowano, pamiętam, robić transmisje spod prysznica w pierwszy tygodniu pierwszej edycji, ale twórcy zorientowali się bardzo szybko, że to, co przeszło u naszych amerykańskich braci, nie przejdzie u nas. W końcu zdecydowano, że ostrzejsze smaczki będą emitowane po godzinie 23 - w specjalnym odcinku, a z reszty zmontuje się serial o perypetiach bohaterów zamkniętych w jednym baraku pod Warszawą. Wszak wiadomo, że seriale, to coś, co Polacy lubią najbardziej, a do tego serialu "scenariusz pisało samo życie", bo, oczywiście, wszyscy się tam zachowywali naturalnie, nikt nikogo nie grał i absolutnie nie był manipulowany przez sztab producentów, którzy płacili za to grubą kasę.
Można się tylko domyślać, co naprawdę się działo we fragmentach z wyciętej taśmy. Oczywiście, po wyjściu z domu nie jeden uczestnik napisał książkę na ten temat. Ktoś wystąpił u Drzyzgi w programie pt. "Byłem w Big Brotherze i zdradzę wam kilka tajemnic". Ktoś nakręcił film i udzielił monstrualnej ilości wywiadów. Ktoś prowadził program, ktoś zastąpił Shazzę na rynku muzycznym (na szczęście, nie na długo), ktoś zapowiadał pogodę w prywatnej telewizji w najlepszym czasie antenowym. I zapewne o to tak naprawdę w tym wszystkim chodziło. No, bo chyba nie o te marne sto tysięcy, które można było wygrać razem z tytułem "ulubieńca publiczności".
"Big Brother" miał niesamowitą oglądalność. Były to czasy wojny pomiędzy dwoma prywatnymi stacjami telewizyjnymi - Polsat natychmiast odpowiedział wypluwając "Dwa Światy" o dużo bardziej skomplikowany zasadach. Pamiętam, że były dwa domy, które różniły się tym, że jeden miał stół bilardowy, a drugi studnię, ale na jakich zasadach przechodziło się z jednego do drugiego - pozostaje dla mnie tajemnicą do dzisiaj. Nie pamiętam też, w którym momencie program znikł z ekranów. Po nim natomiast posypały się nowe: było coś o prowadzeniu baru, o facetach i kobietach walczących o swoje względy, był nawet taki, w którym uczestniczyć mogli tylko łysi, postawni panowie i szczupłe, wymalowane blondynki.
Żaden z programów wzorowanych na "Wielkim Bracie" nie odebrał widzów pierwowzorowi. Do tego trzeba było wyjść z baraku. I pozwolić ludziom śpiewać. Widzów dla Polsatu odzyskał dopiero "Idol", który dawał szansę tym, którzy pracowali całe życie, aby stać się popularnymi. Czas pokazał, że nawet zwycięzcy programu nie zaistnieli na rynku muzycznym na długo, ewentualnie stali się kolejnymi gwiazdkami wykonującymi kolejne komercyjne hity puszczane w kółko w najpopularniejszych stacjach radiowych.
Jak się okazało, największą karierę zrobili jurorzy oceniający występy. Autoreklamę rodem spod prysznica u "Wielkiego Brata" zarzucano np. Kubie Wojewódzkiemu. Trudno zaprzeczyć, że w swoim autorskim programie typu "talk show" nie posługuje się tym samym narzędziem, po który często sięgało "klasyczne" reality show - szokiem. Jednego natomiast nie można mu odmówić. Kuba publikował w czasach, których najstarsi górale nie pamiętają, był redaktorem naczelnym co najmniej dwóch gazet, ciężko na sukces pracował i, z tego co wiem, nie kąpał się nago na oczach milionów widzów.
Każdy z reality show wylansował gwiazdy, które pojawiały się na rozkładówkach gazet. Nikt nie zagościł tam na długo. Ktoś powiedział, że nie mieli pomysłu na swoją sławę, chociaż bardziej pasuje teoria, że sława nie lubi ludzi, którzy ją ukradli, a przy najmniej zapłacili za mało. Owszem, życie pod okiem kamer przez trzy miesiące to jest jakiś cena, jednak nadal zbyt mała w porównaniu z pracą i pasją. Właśnie one najskuteczniej torują drogę do sukcesu, do którego sława jest tylko dodatkiem. I to często mniej miłym, niżby się mogło wydawać.
W. Fi M.
O nas |
Reklama |
Regulamin |
Polityka prywatności
Tłumaczenie tekstów
Redakcja i korekta tekstów
(C) EnglishStory.pl
| KONTAKT: | Biuro: | biuro@englishstory.pl |
| Pomoc: | web@englishstory.pl | |
| Telefon: | +48 880 074 279 (w godz. 9:00 - 17:00) |