If you have too much time, you place the more difficult questions.
- Piotr Szreniawski
TEKSTY DLA MŁODZIEŻY: Zaczynasz naukę | Już trochę potrafisz | Potrafisz całkiem sporo
Skala ocen: 1 - 10
Oddanych głosów: 2 Aktualna ocena: 7.5
O polskim filmie
Drogocenne lustra i magiczne zwierciadła
Jak ludzie upiększają swoje ciała?
Zasady korzystania z telefonu komórkowego
Rekordziści w świecie zwierząt
Problemy religijne
Śmierdzący nałóg
Kino z moich marzeń
Czy telefon komórkowy może zastąpić przyjaciela?
Bezrobocie
Do szopy, hej pasterze!
Nowa baśń o starej historii
Smok nie nadszedł, ludzkość ocalała
Ziarno prawdy w legendzie
Legenda o panu Twardowskim
Czy czarny kot to pech czy zabobon?
Wycieczka do lasu
Niemy krzyk
Co słychać w subkulturach cz. 3
Co słychać w subkulturach cz. 2
Moja szkoła
W cyberprzestrzeni
Ozdoba na zawsze
Nasza-klasa...i inne
Moje miasto
Wojna niezmienna, czyli konflikt oczami hippisów
Szacunek dla nauczycieli...
Szacunek do nauczyciela
Niezwykłe spotkanie - opowiadanie
Błękitna planeta
Klasowa menażeria
Sława drugiego sortu
Pięknie, Kurczę, Pięknie (PKP)
Mała, zielona strzałka
Wolność słowa - apogeum
Nauka języków obcych - ciekawe doświadczenie czy przykra konieczność?
Czy jestem lesbijką?
Ściągo - Ojczyzno moja
Dzieci i sztuka
Co kryje się pod kolorami tęczy?
Żeby psie życie było mniej pieskie
Dziękuję za wspomnienia, czyli hołd dla ludzi dobrej woli
Co słychać w subkulturach cz. 1
Kwestia kota maści czarnej
Dziękuję za wspomnienia, czyli hołd dla ludzi dobrej woli
Autor tekstu: Patryk Zasępa
Dobrze jest zbierać miłe wspomnienia i - na przykład przed zaśnięciem - przesuwać je w myśli jak paciorki różańca.
Pamiętam jak dziś mojego przyjaciela, Freda, wielkiego jak dąb i z niebanalnym poczuciem humoru. Wracałem z nim pewnego razu ze szkoły i minęliśmy budkę z goframi, których aromatyczny zapach niemal natychmiast mnie zniewolił. Ponieważ jednak byłem z kolegą, nie wypadało mi jeść samemu. Nie przewidzieliśmy tylko, że temperatura przekraczająca 30 stopni Celsjusza nieszczególnie sprzyja bitej śmietanie, której gruba warstwa na gorącym waflu zaczęła niemal natychmiast topnieć. Po niespełna minucie obaj mieliśmy upaćkane ręce i twarz w śmietanie.
Zauważyliśmy dwie nadchodzące dziewczyny. Nie znaliśmy ich co prawda, ale głupio było im się tak pokazać. Ja, jako człowiek nieimponującej postury, rozwiązałem problem taktycznie, najpierw zlizując śmietanę, a potem zjadając sam wafel. Fred jednak potrafił pochłonąć nawet największy posiłek metodą węża. Niejednokrotnie widziałem, jak wsuwał w siebie dwa ćwierć metrowe hot-dogi i jeszcze dojadał frytkami. Dlatego odwrócił się tyłem do nadchodzących niewiast, złapał gofra w pięści i wsadził sobie całego do ust, po czym znów się odwrócił z twarzą ociekającą śmietaną i waflem w zębach, akurat, gdy dziewczyny były tuż obok niego. Śmiałem się wtedy tak długo, że dostałem skurczu mięśni.
Pamiętam jak dziś, gdy siedziałem obok Freda na imprezie z okazji osiemnastych urodzin jednego z naszych kolegów klasowych. Podano do stołu parówki na gorąco, ale że była to impreza i każdy już co nieco podpił, to nie każdy był w stanie te parówki zjeść. Sam dałem radę tylko jednej, podczas gdy Fred zjadał już parówkę swojej dziewczyny. Spojrzał na mój talerz, nadział moją parówkę na widelec, potrząsnął nią, po czym rzekł: "Stary"... To jest moc!" I zjadł nie tylko moją kiełbaskę, ale też dwóch innych koleżanek.
Lubiłem się z Fredem czasem potarmosić. To nic, że on był ode mnie niemal trzykrotnie większy i że zdarzyło się czasem, że jeden drugiemu (tzn. zwykle on mnie) wyrządził krzywdę. Pamiętam jak dziś, gdy wracając ze szkoły wskoczyłem mu na szyję i zacząłem dusić. Fred strząsnął mnie jak nic nie ważący pyłek, złapał, podniósł jak szmatę i trzasnął mną o znak drogowy. Bolało, ale widziałem w tym więcej zabawy niż zagrożenia.
Pamiętam też jak dziś wigilię klasową, podczas której - zanim przełamałem się z Fredem opłatkiem - powiedział mi: "Stary... jako jeden z nielicznych zdobyłeś moje serce". Bo to był taki typ twardziela, który walczyłby z samym diabłem, gdyby ten stanął mu na drodze, ale miał bogatą duszę. Potrafił powiedzieć kilka ciepłych słów i wcale nie były to "hot-dog" albo "kaloryfer". Pamiętam też innych.
Pamiętam jak dziś Milenkę, dziewczynę głupiutką, ale zupełnie nieszkodliwą i całkiem sympatyczną. Nie ignorowaliśmy się, ale przestawaliśmy ze sobą dlatego, że musieliśmy. Pamiętam, jak pewnego dnia przyniosła do szkoły aparat cyfrowy - prezent od taty pracującego w Niemczech. Nie mogła sobie, biedna, z tym cudem techniki poradzić, bo miało niemieckie menu. W 30 sekund przestawiłem w opcjach na język angielski i w zamian dostałem pyszną niemiecką czekoladę. Pamiętam to jak dziś, a był to tylko jeden skromny gest.
Byli też inni, których pamiętam jak dziś. Za to, że byli dobrymi kumplami, z którymi niejedno piwo się wypiło, w niejedno bagno wpadło i zawsze trzymało się razem. Z którymi przeżyło się wiele wspólnych chwil, zarówno zabawnych jak i smutnych.
A byli też przecież ci, z którymi widziałem się niemal codziennie, a dziś ledwie pamiętam ich imiona. Nie pamiętam ich uśmiechu, nie wiem co lubili ani jakie były ich pasje. I szczerze mówiąc - nie interesowało mnie to.
Szukając mieszkania do wynajęcia w Krakowie trafiłem lepiej niż dobrze. Co prawda płacę horrendalne kwoty, ale właściciel, który ze mną mieszka, okazał się być świetnym człowiekiem. Spędziłem z nim tyle czasu, że opowiadając o nim wśród znajomych dopiero na końcu wspominam, że jest właścicielem mieszkania, które wynajmuję. Przegadaliśmy przy piwie o niejednym i niejednokrotnie odsłanialiśmy przed sobą sekrety, o których żaden z nas nie wspomniałby przy innych znajomych.
Gdybym nadawał tematy naszym wspólnym rozmowom, jedną z nich nazwałbym: "Warto być dobrym człowiekiem". Chociażby dlatego, aby inni cię zapamiętali. Wystarczy jeden prosty gest, jak chociażby Milena i jej czekolada, aby pozostać w czyjejś pamięci na dłużej. Bo nie wierzę, że tak naprawdę chcesz być zwyrolem. Że masz gdzieś to, co myślą o tobie inni, i że zupełnie nie interesuje cię ich opinia. Nie chcesz, aby myśleli o tobie źle.
Pamiętam jak dziś jednego gościa, do którego mawiano "Arczi". Jeździł błękitnym odpicowanym golfem trójką. Pamiętam jak dziś wyżej wspomnianą osiemnastkę mojego kumpla. Odbywała się czterdzieści kilometrów od mojego domu i musiałem dojeżdżać najpierw autobusem, a potem pociągiem. I nie miałem pojęcia, jak wrócę. Arczi odwiózł mnie do domu, choć poznałem go zaledwie dziewięć godzin wcześniej, gdy - z racji braku otwieracza do butelek - otwierał mi widelcem piwo. Spotkałem go jakieś pół roku później na mieście i kiwnąłem na powitanie, ale nawet mnie nie rozpoznał.
Dziękuję wszystkim za wspomnienia. Pokój ludziom dobrej woli, którzy żyją w naszej pamięci jeszcze długo i jeszcze dłużej, nawet jeśli oni sami nie pamiętają nas. Pamiętajcie: warto być dobrym człowiekiem.
PS.
Autor tekstu zdaje sobie sprawę z faktu, że "Pamiętam jak dziś" jest niepoprawną gramatycznie formą. Ten sam autor twierdzi jednak, że wyrażenie to w takiej właśnie formie brzmi dużo lepiej.
P. Z.
O nas |
Reklama |
Regulamin |
Polityka prywatności
Tłumaczenie tekstów
Redakcja i korekta tekstów
(C) EnglishStory.pl
| KONTAKT: | Biuro: | biuro@englishstory.pl |
| Pomoc: | web@englishstory.pl | |
| Telefon: | +48 880 074 279 (w godz. 9:00 - 17:00) |