This teaches us that someone does not mean that we learn.
- George Bernard Shaw

TEKSTY DLA MŁODZIEŻY:          Zaczynasz naukę  |  Już trochę potrafisz  |  Potrafisz całkiem sporo  

Skala ocen: 1 - 10

Oddanych głosów: 3   Aktualna ocena: 9.33

ZNAJDŹ TEKST

O polskim filmie

O polskim filmie

Młodzi, ambitni i utalentowani chcą robić filmy i ja jestem święcie przekonany, że mogą zrobić widowisko, na którym szczęki nam opadną, ale nikt nie chce ich finansować!
Drogocenne lustra i magiczne zwierciadła

Drogocenne lustra i magiczne zwierciadła

Dlaczego stłuczenie lusterka przynosi siedem lat nieszczęścia? Dlaczego w domu osoby zmarłej zasłania się wszystkie lustra? Dlaczego to właśnie zwierciadło pełni magiczną rolę w tak wielu baśniach i legendach?
Jak ludzie upiększają swoje ciała?

Jak ludzie upiększają swoje ciała?

Po co ludzie upiększali i upiększają swoje ciała? Jakie istnieją sposoby i techniki zdobienia ciała? Jak daleko można się posunąć, chcąc upiększyć swoje ciało?
Zasady korzystania z telefonu komórkowego

Zasady korzystania z telefonu komórkowego

Na mszy świętej, w najbardziej świętym momencie podniesienia rozlega się melodyjka telefonu komórkowego. To scena nie z filmu komediowego, ale z kościoła w centrum Krakowa.
Rekordziści w świecie zwierząt

Rekordziści w świecie zwierząt

Które zwierzę jest największe - słoń czy wieloryb? Kto jest szybszy - gepard czy sokół? Czyje tętno może wynosić 1260 uderzeń na minutę? Jaka jest średnica największego oka na świecie? Czy świnia jest inteligentniejsza od psa?
Problemy religijne

Problemy religijne

Religia w szkołach to przecież nic nowego, a jednak ciągle wzbudza kontrowersje. Czy rzeczywiście słuszne i konieczne? Jeśli nam przeszkadza, to czy powinniśmy ją zastąpić innym przedmiotem?
Śmierdzący nałóg

Śmierdzący nałóg

Wszystkiemu winien jest Krzysztof Kolumb. To on odkrył Amerykę, a wraz z nią tytoń. Wypalił z Arawakami fajkę pokoju i tak się zaczęło. Tytoń został przywieziony do Europy. A więc - wina Kolumba.
Kino z moich marzeń

Kino z moich marzeń

Film ma magiczną moc przenoszenia w czasie i przestrzeni. Pozwala przez chwilę zapomnieć o codzienności i wyzwala nieznane emocje. Jak dobrze byłoby móc oglądać film w przyjaznym otoczeniu, bez chrupania za plecami, siorbania...
Czy telefon komórkowy może zastąpić przyjaciela?

Czy telefon komórkowy może zastąpić przyjaciela?

Z komórek korzystamy wszędzie: w środkach komunikacji, na ulicy, w kawiarni, pubie, w domu, w samochodzie. Nie wyobrażamy sobie życia bez nich. Być może ludzie bardzo młodzi nie wierzą, że kiedyś istniał świat bez telefonów komórkowych.
Bezrobocie

Bezrobocie

Słowo "bezrobocie" istnieje w języku od dawna. Ale dopiero dwadzieścia lat temu dorośli Polacy przekonali się, co ono znaczy. W czasach tzw. komuny bezrobocie było wyborem, dzisiaj jest tragedią.
Do szopy, hej pasterze!

Do szopy, hej pasterze!

Chwila zastanowienia. Nad przemijaniem, nad tym, dlaczego wcześniej ludzie tak szybko dojrzewali. A może nad tym, dlaczego teraz dojrzewają za wolno. Mają wszystko: najlepsze możliwości wykształcenia, najlepiej rozwiniętą technikę, święty spokój.
Nowa baśń o starej historii

Nowa baśń o starej historii

Ile razy oskarżamy kogoś o to, kim naprawdę nie jest? Ile razy patrzymy na człowieka i nie zastanawiając się nad tym, kim on jest, nie lubimy go? Ja wiem, działa efekt aureoli, udowodniony przez psychologów...
Smok nie nadszedł, ludzkość ocalała

Smok nie nadszedł, ludzkość ocalała

Bawiąc się na sylwestrowych zabawach, nie zdajemy sobie sprawy, że nasi przodkowie ponad tysiąc lat temu uczcili w ten sposób... cudowne ocalenie przed końcem świata.
Ziarno prawdy w legendzie

Ziarno prawdy w legendzie

Każdy region ma swoje własne legendy, do których jest przywiązany. Oprócz powszechnie znanych legend krakowskich i warszawskich istnieją przecież legendy śląskie (o Skarbniku) czy tatrzańskie (o rycerzach śpiących pod Giewontem).
Legenda o panu Twardowskim

Legenda o panu Twardowskim

Według legendy Twardowski zawarł pakt z diabłem, Mefistofelesem. Stało się to nocą, wśród skał, w pobliżu Krakowa, a miejsce to do dzisiaj nosi nazwę Skałki Twardowskiego.
Czy czarny kot to pech czy zabobon?

Czy czarny kot to pech czy zabobon?

Dawniej koty uważane były za święte a pogańskie ludy nawet oddawały im cześć. W starożytnym Egipcie na nikczemnika, który odważył się zabić kota, czekała kara śmierci.
Wycieczka do lasu

Wycieczka do lasu

Miejsce, w którym odpoczywa ciało i dusza. Bezpieczny azyl przed całym światem - zapraszam na wycieczkę do mojego lasu...
Niemy krzyk

Niemy krzyk

Karp należy do ryb o wyższym poziomie rozwoju. Potrafi czuć ból i strach. Niestety, potrafi także przeżyć dość długo bez wody i to, chyba, przyniosło mu takiego pecha. Bo przecież jego mięso nie jest specjalnie smaczne i na dodatek ościste.
Co słychać w subkulturach cz. 3

Co słychać w subkulturach cz. 3

Przynależność do subkultury wymaga słuchania muzyki utrzymanej w konkretnym, wybranym stylu. Dlatego młodzi ludzie poznając kogoś nowego zadają pytanie: czego słuchasz? Dzięki temu od razu wiedzą, z kim mają do czynienia, czy ta osoba ma...
Co słychać w subkulturach cz. 2

Co słychać w subkulturach cz. 2

Wygląd typowego punka jest tak specyficzny, że nie sposób go nie zauważyć. Atrybutem tej grupy jest kolorowy czub postawiony wzdłuż głowy, a u kobiet pozostawione kosmyki włosów w postaci pejsów lub pasem na wygolonej głowie.
Moja szkoła

Moja szkoła

Szkoła świetnie przygotowuje do matury i podjęcia studiów wyższych. Od lat plasuje się na czele rankingów. Na dobre wyniki ma wpływ dobra atmosfera panująca w szkole. Szanujemy naszych nauczycieli a oni nas...
W cyberprzestrzeni

W cyberprzestrzeni

Młodzi całe dnie potrafią przesiedzieć przed monitorem, grać w ukochane gierki i oglądać filmy i seriale on-line. Ale są też wśród nich tacy, którzy wiedzą, że Internet to ŹRÓDŁO INFORMACJI.
Ozdoba na zawsze

Ozdoba na zawsze

Kiedyś był swoistą oznaką kryminalistów i wyrażał ich pozycję w więziennej hierarchii. Często zdobili nim swoje ciało marynarze. Dziś tatuaż nie oznacza przynależności społecznej. Jest po prostu ozdobą ciała, różniącą się od innych tym, że trzeba ją...
Nasza-klasa...i inne

Nasza-klasa...i inne

Polacy uwielbiają portale społecznościowe, o których jest u nas głośno od czasu, kiedy w 2007 roku pewien student wymyślił portal z niezwykle prostą ideą: przyjaciele - przyjaciołom. Powstała nasza-klasa.pl, królowa rodzimych portali bazujących na...
Moje miasto

Moje miasto

Jak wygląda moje miasto? Na pierwszy rzut oka nie można powiedzieć o nim, że jest przytulne. Tymczasem te ciemne podwórza i uliczki to czyjeś własne miejsce na świecie.
Wojna niezmienna, czyli konflikt oczami hippisów

Wojna niezmienna, czyli konflikt oczami hippisów

Rozśpiewany hippisowski manifest przeciwko wojnie w Wietnamie. Mimo że w Stanach grany był 30 lat temu, na dużych ekranach widzimy go dopiero dziś. Jednak wciąż jest kontrowersyjny, wciąż niezastąpiony...
Szacunek dla nauczycieli...

Szacunek dla nauczycieli...

Szacunek dla nauczyciela jest czymś, czego od uczniów wymaga się bezwzględnie. Jednak nie każdy nauczyciel na niego zasługuje. Zresztą sami nauczyciele nie mają szacunku dla swoich podopiecznych, a im to prawo również przysługuje.
Szacunek do nauczyciela

Szacunek do nauczyciela

Niestety, niektórzy uczący sprawiają wrażenie, że uczą za karę. Są niezadowoleni, sfrustrowani, znudzeni. Popadają w rutynę i często wcale nie zależy im na tym, aby to zmienić.
Niezwykłe spotkanie - opowiadanie

Niezwykłe spotkanie - opowiadanie

Byłam na jakimś odludziu; wokół rozciągał się gęsty bór, a miejsce wyglądało na niezamieszkane i zapomniane nie tylko przez ludzi, ale i przez Boga...
Błękitna planeta

Błękitna planeta

Kiedy spojrzymy na Ziemię z przestrzeni międzygwiezdnej zobaczymy przede wszystkim kolor błękitny - 70,8% powierzchni naszej planety zajmują morza i oceany.
Klasowa menażeria

Klasowa menażeria

Sylwia chodzi dumna jak paw, bo ma już chłopaka. Artur - urodzony pesymista - wciąż kracze: a to dostanie lufę z matmy, a to wycieczka się nie uda, bo na pewno będzie lało...
Sława drugiego sortu

Sława drugiego sortu

Popularność programów typu "reality show", od czasu, kiedy w Polsce pojawił się pierwszy z nich, obrazuje wykres constans. Ani nie spada, ani nie wzrasta.
Pięknie, Kurczę, Pięknie (PKP)

Pięknie, Kurczę, Pięknie (PKP)

Najnowszy bard IV RP, Martin Lechowicz, ma w swoim dorobku szyder-songów hymn zainspirowany licznymi podróżami w polskich pociągach. Sprawnych inaczej - trzeba dodać. Też sobie ponarzekam.
Mała, zielona strzałka

Mała, zielona strzałka

Kiedy człowiek nie może już patrzeć na książki, a jedynym zajęciem, które uważa za względnie porywające jest leżenie plackiem na balkonie i gapienie się w chmury, należy uznać, że jest to czas największej podatności na gry komputerowe.
Wolność słowa - apogeum

Wolność słowa - apogeum

W Internecie ludzie stworzyli już wszystko. Giełda. Sklep. Aukcje. Forum. Prasa i telewizja. Miejsca spotkań, zwane czatami, gdzie sfrustrowane prenumeratorki pism dziewczęcych desperacko szukają partnera na randkę...
Nauka języków obcych - ciekawe doświadczenie czy przykra konieczność?

Nauka języków obcych - ciekawe doświadczenie czy przykra konieczność?

Nie każdy może zostać poliglotą, ale znajomość jednego chociażby języka obcego to już coś! Świat stawia przed nami nowe wymagania, a jednym z nich jest właśnie władanie językami.
Czy jestem lesbijką?

Czy jestem lesbijką?

Nie wiem, nigdy nie próbowałam z kobietą, a kto wie...? Na pytanie moich ukraińskich uczennic, co mi się najbardziej podoba na Ukrainie, odparłam, że kobiety. Dziewczynki popatrzyły na mnie dziwnie...
Ściągo - Ojczyzno moja

Ściągo - Ojczyzno moja

Gdyby mierzyć moralność uczniów i studentów korzystaniem ze ściąg, wynik byłby ujemny.
Dzieci i sztuka

Dzieci i sztuka

Czy "pani od polskiego" może uczyć fizyki? Nie, bo będzie awantura. A "pani od fizyki" może uczyć muzyki? Może. Na pewno?
Co kryje się pod kolorami tęczy?

Co kryje się pod kolorami tęczy?

Pod kolorami tęczy kryje się fizyka i magia. Nie istnieje magia bez fizyki ani fizyka bez magii. Są jednością.
Żeby psie życie było mniej pieskie

Żeby psie życie było mniej pieskie

Może zamiast psa albo kota lepiej kupić maskotkę? Maskotkę można wyrzucić, gdy nam się znudzi, a psa...?
Dziękuję za wspomnienia, czyli hołd dla ludzi dobrej woli

Dziękuję za wspomnienia, czyli hołd dla ludzi dobrej woli

Dobrze jest zbierać miłe wspomnienia i - na przykład przed zaśnięciem - przesuwać je w myśli jak paciorki różańca.
Co słychać w subkulturach cz. 1

Co słychać w subkulturach cz. 1

Potargane czupiradła, mroczne postaci z trupim makijażem, do granic możliwości wymuskane lalki. Można jednak podzielić ich w prosty sposób na grupy, jak w matematyce liczby w podzbiory.
Kwestia kota maści czarnej

Kwestia kota maści czarnej

Jeżeli trzynastego czarny kot przebiegnie ci drogę, to przynajmniej nie przechodź pod drabiną!

 
 

Moje miasto

Autor tekstu: Dziewanna Kusińska

Jak wygląda moje miasto? Na pierwszy rzut oka nie można powiedzieć o nim, że jest przytulne. Tymczasem te ciemne podwórza i uliczki to czyjeś własne miejsce na świecie.

      Tik - tak, tik- tak... Wskazówki zgodnie wskazały osiemnastą.
      - Do zobaczenia! - rzucam, wychodząc pośpiesznie. Opatulam się szalikiem, wchodząc w chłodne, jesienne, wieczorne powietrze mojego miasta, zagęszczone pudrową mąką mgły, zaczynającej zbierać się w zakamarkach.
      - Drożeje, drożeje, wszystko drożeje! - słyszę słowa narzekającej przy kiosku babci. Wspomina "złote" komunistyczne czasy, stawki za znalezioną w ziemniakach stonkę i łatwe życie, "bo wie pani, każdy pracę miał, czy się stoi czy się leży, dwa tysiące się należy". Babcia kładzie na pękniętą, plastikową miseczkę, kilka monet za kolorową gazetkę o jakichś pokemonach dla rozwrzeszczanego dzieciaka, pewnie wnuka, skaczącego przy stojaku z czasopismami. Młoda sprzedawczyni milczy, potakuje tylko, kiwając ze zrozumieniem głową. Pewnie wspomina, jak długo szukała tej pracy.
      Idę dalej. Patrzę na niebo: zgromadzone nad zachodnim horyzontem chmurki przybrały kolor słodkiego, kremowego lukru. Lekko kiczowate obłoczki przyjmują kształt to zająca, to konia, to znów tylko zwykłej chmury. Skręcam w stronę z pozoru opustoszałego targowiska, po którym latają resztki gazet i foliowych woreczków, unoszone lekkim wiatrem. Przechodząc obok zdewastowanych straganów czuję na sobie pełen krytyki wzrok. Należał zapewne do właścicielek czterech bezwładnie zwisających z lady nóg, opiętych cukierkowatymi, identycznymi dżinskami bez charakteru. Na umalowanych błyszczykiem, tuszem do powiek i innymi upiększaczami twarzach widzę znudzenie i wszechogarniającą pogardę. Cóż. Pewnie czułabym się podobnie, gdybym jako jedyną możliwość spędzania czasu przyjęła sączenie taniego piwa w obrzydliwych miejskich zakamarkach.
      Podążam w stronę wzniesienia o kształcie przypominającym znienawidzone przez mieszczuchów wyjeżdżających na wieś brązowe "placki" leżące w trawie. Ich główną cechą jest nieprawdopodobna skłonność do przyklejania się do podeszew. Na dachu prywatnej przychodni, będącą kością niezgody pomiędzy radnymi miasta, zabłysły niebieskie lampy.
      Przechodzę przez most, dzielący miasto na dwie nierówne części. Przerzucono go ponad szarą wstążką rzeki, która już kilka kilometrów za naszą mieściną bardziej przypomina ohydny ściek, niż Królową Polskich Rzek. Jakiś nieostrożny rowerzysta-szaleniec omal mnie nie potrąca. Zbiegam w stronę oświetlonego paroma sterczącymi świetlówkami tunelu, wyzywając go od tego i owego. Spogląda na mnie z pogardą, jak patrzy się na małe psy nie dorastające człowiekowi nawet do kolana, które swoje wyszczekają, ale są w zasadzie zupełnie niegroźne. Rozglądnąwszy się po brudnych ścianach stwierdzam, że jeszcze nie tak dawno wisiały tu jakieś plakaty wyborcze. Teraz jednak ściany były puste, nie licząc całej masy niczego nie przypominającego graffiti.
      Wreszcie zostawiam za sobą "tamtą stronę". Pod "Biedronką" przekrzykuje się banda meneli, wymachując pustymi butelkami po jabolu. Pewnie zaraz dojdzie do rękoczynów. Czmycham stamtąd czym prędzej, wchodząc na najbardziej reprezentacyjną ulicę miasta, z paroma butikami i jedyną w centrum cukiernią. Obok mnie przechodzą dawni szkolni znajomi. Tak, to ci, którym przyszło na myśl, by wyrwać się ze szpon tego może i przytulnego, lecz pozbawionego różowych perspektyw miasta. Teraz mijają mnie, z wysoko uniesionymi głowami, zaprzątniętymi, miejmy nadzieję, bardziej ambitnymi myślami niż moje.
      Na rynku biegają moi rówieśnicy - pewnie z "dwójki" czy "ósemki", piszcząc i chichocząc. Ktoś wykrzykuje moje imię. Tu każdy każdego zna... Zdaje się, że o tym zapomniałam. Wizja bezpiecznej anonimowości uciekła daleko za horyzont.
      Wciąż idę dalej. Mijam zaniedbaną starówkę. Ulicą spacerują pary z dzieciakami: widzę liczne mamusie, tatusiów i wózki i wózeczki różnego typu i kolorów. Wymarzona pora na przeparadowanie pod oknem sąsiadki w nowym płaszczu lub, jak kto woli, na spacerek do kościoła i z powrotem. Lodziarnia o tej porze już dawno zamknięta. Nie ma dokąd iść.
      Dokładnie pamiętam niedawno przeprowadzony generalny remont owego kościoła, mający nieco odświeżyć jego wizerunek: dach błyszczał wówczas pięknymi odcieniami miedzi, a my, patrząc ze szkolnych okien podczas dużej przerwy, śmialiśmy się z pasiastych, zielonych ścian, przypominających cyrk. Zaletą kościelnej wieży był zegar, umiejscowiony dokładnie naprzeciwko szkolnych okien, odliczający czas pozostały do końca lekcji. Stare dzieje. Wiele się zmieniło w moim życiu od tego czasu, jednak miasto nie zmieniło się wcale.
      Widzę, jak pan z kiosku, ten sam co przed dziesięcioma laty, segreguje gazety przed zamknięciem, a z biblioteki wychodzą ostatni, nieliczni czytelnicy, wygonieni przez pracownicę zamiatającą podłogę. W końcu już dawno po osiemnastej, więc czego oni się spodziewali. Od kwadransa czytelnia powinna być nieczynna.
      Z plakatu wyborczego gapi się na mnie jakaś tęga gęba. Zmarszczki tną nadęte policzki i grubą szyję, łysina wstępuje na czoło. Niedopasowany krawat dusi napuszonego kandydata. Nie wiem, jaka to partia, ale wiem, że można spotkać tego pana w sąsiednim barze, niemal codziennie. Może powinien założyć tam swoje biuro...?
      Dalszy odcinek drogi znam na pamięć. W końcu przechodzę tędy kilka razy dziennie. Na skrzyżowaniu obok domu pomocy społecznej, gdzie wysłano tych niepełnosprawnych, którymi nikt nie chciał się zajmować, skręcam na osiedle, z blokami w kolorach galaretek Winiary czy Doktora Oetkera. Domem Opieki straszy się nieposłuszne dzieci: "Jak dalej będziesz się tak zachowywał, wyślemy cię tam, zobaczysz! Będziesz mieszkać z przygłupami".
      Na horyzoncie w niebo wbija się komin ciepłowni, w którym rzadko kiedy świecą wszystkie czerwone światełka naraz. Zresztą od niedawna na kominie tym znajduje się więcej nadajników niż światełek. Komórki Sieci 1, Sieci 2, Sieci n-tej, Internet radiowy, najtańszy w okolicy, tylko 90 zł za miesiąc!, tło elektromagnetyczne coraz gęstsze, istny bigos.
      Wreszcie mijam bar pełen amatorów procentów i zatykając nos, wchodzę do klatki bloku. Przy okazji mijam ośmiu nieco podpitych kolesiów siedzących na jedynej przedklatkowej (czytaj: połamanej) ławeczce i jednego pod. Zdewastowany domofon zdaje się znów nie działać. Walę z całej siły w guzik, który z niewiadomej przyczyny jeszcze jako tako trzyma się na swoim miejscu. Uśmiecham się i otwieram drzwi, witając graffiti na ścianach. Wchodząc na schody dochodzę do wniosku, że mimo wszystko KOCHAM MOJE MIASTECZKO! To przecież stąd się wywodzę, tu mieszkały obie moje babcie. Doskonale pamiętam wszystkie fascynujące opowieści i legendy, których słuchałam, siedząc jako dziecko na babcinych kolanach. W tych opowiadaniach można odnaleźć i zidentyfikować niemal każdy kamień w lesie, każdy starszy budynek, pamiętający jeszcze wojnę, każdą ulicę. Z tym miejscem związana jest i moja historia. Każde ważne wydarzenie mojego życia wydarzyło się właśnie tu... Narodziny, pierwszy dzień w szkole, szkolne przyjaźnie, a nawet miłości. Pierwsza praca, chociaż prosta i tylko w warzywniaku, pierwsza wypłata i torba słodyczy kupiona za zarobione pieniądze. Wydarzenia drobne, z pozoru nieistotne. A naprawdę? Sprawy najważniejsze.

      Wiem doskonale, że cokolwiek się stanie, nigdy nie opuszczę mojego miasta...

D. K.

 
 

O nas  |  Reklama  |  Regulamin  |  Polityka prywatności

Tłumaczenie tekstów

Redakcja i korekta tekstów

(C) EnglishStory.pl

KONTAKT:  Biuro: biuro@englishstory.pl
   Pomoc: web@englishstory.pl
   Telefon: +48 880 074 279  (w godz. 9:00 - 17:00)