Own stupidity, people used to call experience.
- Oscar Wilde
TEKSTY DLA DZIECI: Zaczynasz naukę | Już trochę potrafisz | Potrafisz całkiem sporo
Skala ocen: 1 - 10
Oddanych głosów: 2 Aktualna ocena: 8.5
Legenda o smoku wawelskim
Wycieczka do lasu
Wycieczka w góry
Wycieczka do ZOO
Wycieczka do lasu
Opowieść o pogodzie
Czas wolny na łonie natury
Wśród liści i kasztanów
Na dziadkowym strychu
Cyrkowa rzeczywistość
Potwór we mgle
Cyrk
Korale czarownicy
Śmiejąca się Danini
Wąsy w czołgu
Dwa światy - jedna polana
O zależnościach między duchami a jedzeniem ciastek
Wycieczka do lasu
CYRK - NIE DLA ZWIERZĄT cz. 2
CYRK - NIE DLA ZWIERZĄT cz. 3
Tort czekoladowy
Ognisko, wędka i zerwana żyłka
Rejs
Smutna wycieczka - opowiadanie z dialogiem
Pierwsze spotkanie z kominiarzem - opowiadanie
Bajka o zaimkach - Nic...
Sroczka Kłopotka cz. 2
Sroczka Kłopotka cz. 4
Sroczka Kłopotka cz. 3
Sroczka Kłopotka cz. 1
Sroczka Kłopotka cz. 2
Autor tekstu: Małgorzata Horecka
Skomplikowany język srok
Drzwi kliniki otworzyły się, a zgromadzeni w poczekalni właściciele zwierząt ujrzeli wchodzący na niedługich nóżkach karton.
- Kraaa! - powiedział karton chropowatym głosem, a zaraz później dźwięcznym, dziewczęcym, przetłumaczył to słowo na: "Dzień dobry".
Marysia zajęła miejsce na jednym z wysokich krzeseł i spokojnie czekała na mamę, która parkowała w tym czasie samochód. Wszyscy patrzyli na nią z zaciekawieniem, a największe zainteresowanie wzbudzała wśród kilku psów, uśmiechających się tajemniczo w kierunku pudełka.
- Kraaa! - powtórzył karton, co w języku psów oznacza najprawdopodobniej "baczność!", gdyż wszystkie czworonogi w poczekalni zerwały się na równe nogi. Marysia wstała i poczuła się dość niepewnie otoczona przez stado różnej maści i wielkości psów. Zazwyczaj się ich nie bała i nawet darzyła je sympatią, ale problem polegał na tym, że tym razem to nie ona była w centrum zainteresowania. Właściciele psów usiłowali utrzymać je na smyczach. W tym momencie otworzyły się drzwi i mama Marysi wkroczyła do poczekalni witając wszystkich głośnym: "Dzień dobry".
- Kraaa! - odpowiedziała jej sroka, lecz widocznie znów nie udało jej się trafić w psi dialekt, gdyż wszystkie psy zaczęły szczekać! Marysia wycofywała się w stronę drzwi gabinetu, właściciele psów krzyczeli próbując je uspokoić, mama coś mówiła, ale w tym całym rozgardiaszu wydawało się, że tylko porusza ustami.
Drzwi gabinetu otwarły się i stanął w nich rosły, brodaty człowiek spoglądający badawczo zza okularów.
- Co się tu dzieje? Co to za hałasy!? - powiedział pan weterynarz.
Wszystkie psy natychmiast zamilkły, w końcu pan doktor całe lata pracował na swój autorytet. Tyle wyleczonych ran, zrośniętych kości i wyczyszczonych uszu zasługiwało na szacunek!
Pan doktor popatrzył na dziewczynkę, na którą skierowane były wszystkie spojrzenia w poczekalni. Gdy spostrzegł przytulane przez nią pudełko, uśmiechnął się.
- Myślę, że nikt nie będzie miał pretensji, jeśli niegrzeczne pudełko będzie miało pierwszeństwo? - spytał, spoglądając na zgromadzonych w poczekalni.
Zgodny chór odpowiedział głośno: "Oczywiście, że nie, panie doktorze" a gdy drzwi gabinetu zamknęły się za mamą Marysi, z poczekalni dobiegło zgodne westchnienie ulgi.
W gabinecie siedziała starsza pani o bardzo przyjaznym wyglądzie. Na kolanach trzymała puszystego rudego kota o pysku arystokraty, który sprawiał wrażenie, jakby myślami był zupełnie gdzie indziej. Starsza pani głaskała kota zamaszystym, ale powolnym ruchem ręki od głowy, aż po koniuszek ogona. Uśmiechnęła się do Marysi i powiedziała:
- Proszę się nie spieszyć, my mamy czas, a twoje pudełko wygląda na chore.
Pan doktor uchylił wieko pudełka i uśmiechnął się promiennie. Z wnętrza spoglądały na niego dwa świecące węgielki. Sroczka wcale się nie bała, przekrzywiała tylko głowę raz w lewo, raz w prawo, jakby zastanawiała się, czego ten pan od niej chce? Weterynarz włożył obie ręce do pudełka i delikatnie wyciągnął z niego ptasią damę. Położył ją na srebrnym stole zabiegowym i odwrócił się, by sięgnąć po inne okulary. Sroczka wcale nie chciała uciekać, jej uwagę przykuł ptak, którego zobaczyła w stole i to w dziwnej pozycji - do góry nogami Znów przekręciła głowę lekko w lewo i zaczęła wydawać dźwięki przypominające klaskanie. Ptak nie odpowiadał, więc zaterkotała głośno, znów nie doczekała się żadnej reakcji, mało tego! Bezczelne ptaszysko ciągle ją przedrzeźniało! W końcu zdenerwowana sroczka dziobnęła w blat z taką siłą, że prawie się przewróciła. Wszyscy buchnęli śmiechem a sroczka rozglądała się zdziwiona, bo nadal nie rozumiała, że właśnie pokłóciła się ze swoim lustrzanym odbiciem.
Pan doktor delikatnie rozłożył nienaturalnie podgięte skrzydło sroczki, obejrzał je z każdej strony, pozginał w stawach i wreszcie wydał opinię:
- Twoja sroczka ma zwichnięte skrzydło.
- Ona nie jest moja! Właściwie to my się dopiero poznałyśmy, wpadła dziś do mojego pokoju i zderzyła się z żyrandolem - powiedziała Marysia spoglądając na mamę.
- Niewiele z tego rozumiem, w każdym bądź razie ktoś będzie musiał się nią zaopiekować, dopóki skrzydło nie wydobrzeje. Można ją oddać do schroniska ornitologicznego, ale tak inteligentne ptaki jak sroki często popadają tam w swojego rodzaju depresję i nigdy nie wracają do zdrowia. Decyzja należy do pani - powiedział doktor spoglądając na mamę Marysi.
- Mamo! - krzyknęła Marysia - Proszę cię! Zrobię wszystko, by ci nie przeszkadzała, będę po niej sprzątać i ją karmić. Myślę, że jestem jej to winna, skoro to mój żyrandol uszkodził jej skrzydło.
Właścicielka kota, do tej pory milcząca, wtrąciła się w rozmowę:
- Coś mi się wydaje, że nie ma pani wyjścia... Tak to bywa, że w rzeczywistości to nie ludzie sobie wybierają zwierzęta. Czasem w przedziwny sposób to one wkraczają w nasze życie.
- Stawiając je na głowie... - odpowiedziała mama Marysi uśmiechając się delikatnie.
Weterynarz poinformował Marysię, co jedzą sroczki a potem schował pierzastą istotkę do pudełka. Mama poprosiła go o rachunek, lecz doktor odmówił przyjęcia jakichkolwiek pieniędzy, podziękował tylko za przemiły poranek.
Gdy Marysia z mamą wychodziły z kliniki, pożegnały wszystkich wesołym: "Do widzenia" a karton zawtórował im: "Kraaaa!" Psy znów zaczęły szczekać. Tylko kot starszej pani nadal niewzruszenie istniał w swoim prywatnym świecie.
cdn...
M. H.
O nas |
Reklama |
Regulamin |
Polityka prywatności
Tłumaczenie tekstów
Redakcja i korekta tekstów
(C) EnglishStory.pl
| KONTAKT: | Biuro: | biuro@englishstory.pl |
| Pomoc: | web@englishstory.pl | |
| Telefon: | +48 880 074 279 (w godz. 9:00 - 17:00) |