Able to create, unable to teach.
- George Bernard Shaw
TEKSTY DLA DZIECI: Zaczynasz naukę | Już trochę potrafisz | Potrafisz całkiem sporo
Skala ocen: 1 - 10
Oddanych głosów: 2 Aktualna ocena: 6.5
Legenda o smoku wawelskim
Wycieczka do lasu
Wycieczka w góry
Wycieczka do ZOO
Wycieczka do lasu
Opowieść o pogodzie
Czas wolny na łonie natury
Wśród liści i kasztanów
Na dziadkowym strychu
Cyrkowa rzeczywistość
Potwór we mgle
Cyrk
Korale czarownicy
Śmiejąca się Danini
Wąsy w czołgu
Dwa światy - jedna polana
O zależnościach między duchami a jedzeniem ciastek
Wycieczka do lasu
CYRK - NIE DLA ZWIERZĄT cz. 2
CYRK - NIE DLA ZWIERZĄT cz. 3
Tort czekoladowy
Ognisko, wędka i zerwana żyłka
Rejs
Smutna wycieczka - opowiadanie z dialogiem
Pierwsze spotkanie z kominiarzem - opowiadanie
Bajka o zaimkach - Nic...
Sroczka Kłopotka cz. 2
Sroczka Kłopotka cz. 4
Sroczka Kłopotka cz. 3
Sroczka Kłopotka cz. 1
Sroczka Kłopotka cz. 4
Autor tekstu: Małgorzata Horecka
Sroczy poranek
Następnego dnia Marysia smacznie spała zmęczona wczorajszymi wydarzeniami. Sroczka natomiast nie potrzebowała tak wiele odpoczynku, więc już o szóstej rano zerwała się radośnie. Rozejrzała się po klatce i przez szpary między prętami zobaczyła coś, co każdej sroce zapiera dech w piersi! Na półeczce oddalonej od klatki o dosłownie kilkadziesiąt centymetrów leżało długie, połyskujące, błyszczące, pięknie lśniące "coś". Takie "coś" każda sroka chce mieć, niezależnie od tego, co to tak naprawdę jest. Najważniejsze, że jest śliczne i że będzie jeszcze ładniejsze, gdy należeć będzie do niej.
Teraz trzeba było się jakoś wydostać z tego przytulnego, ale już nieciekawego domku. Najpierw sroczka wsadziła między kratki dziób, niestety skutek był mierny, gdyż głowa okazała się za duża! Potem wysunęła z klatki nóżkę, też bez skutku, ponieważ reszta ciała nie chciała się zmieścić. W pewnym momencie w jej oczach pojawił się błysk zrozumienia: spojrzała w kierunku drzwiczek klatki. Podeszła, obejrzała je dokładnie, kilka razy uderzyła dziobem, aż wreszcie wspięła się po szczeblach i z zapałem wypchała zamknięcie. Klatka otwarła się z trzaskiem.
Sroczka była wolna! Jednak doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że z takim skrzydełkiem daleko nie poleci. Cel jednak był tak ważny, że wymyślenie drogi do upragnionego "czegoś" zajęło jej dwie minuty. Ruszyła powoli w dół klatki, po zewnętrznej stronie prętów. To było jak schodzenie ze skały: trzymała się dziobem, później nóżkami i znów dziobem. W końcu dotarła do szafki, na której stała klatka. Przespacerowała się jej brzegiem, aż do krawędzi i tu zawahała się przez chwilę. Przed nią rozpostarła się przepaść dzieląca szafkę od zasłony, ale co to była za marna przeszkoda w obliczu zysku, jakim było świecące "coś". Cofnęła się nieco, by nabrać rozpędu i odbijając się nóżkami od krawędzi szafki - skoczyła! Wyciągnęła dziób mocno przed siebie, by chwycić nim zasłonę. Udało się! Potem nadszedł czas mozolnej wspinaczki po kotarze w górę i wreszcie sroczka stanęła na półce, na której dumnie połyskiwało świecące "coś". To świecidełko zapierało dech! Było takie bajecznie błyszczące! Refleksy świetlne skakały radośnie po każdym okrągłym elemencie "czegoś", na dodatek każda z cudownie lśniących kuleczek była w jakiś magiczny sposób połączona z drugą, jakby specjalnie po to, by sroczka mogła zabrać wszystkie naraz!
Droga powrotna do klatki nie była już taka trudna, bo przecież sroka miała przy sobie skarb, więc żadna przeszkoda nie była nie do pokonania: zasłona, szafka, klatka i drzwiczki - banalnie proste!
Gdy już dotarła do siebie, ułożyła świecidełko pod starannie wymoszczonym legowiskiem, tak, aby mogła na nie zawsze patrzeć odpoczywając. Chwilkę siedziała napawając się widokiem zdobyczy, lecz im dłużej się jej przyglądała, tym bardziej "cudo" stawało się zwyczajne. Lepiej komponowałoby się w towarzystwie innych błyskotek.
Sroczka stanęła w otwartych drzwiach klatki i rozejrzała się po pokoju. Na stoliku przy ścianie naprzeciwko coś błysnęło. Momentalnie w małym ptaszku obudził się instynkt poszukiwacza skarbów. Ponownie przemierzyła drogę po prętach klatki aż do szafki, a potem odważyła się przeskoczyć z niej na zasłonę. Tym razem jednak nie powędrowała w górę, lecz zsunęła się aż do podłogi. Radosnymi podskokami przemierzyła cały pokój i stanęła przed stolikiem. Jeden róg obrusa był na tyle długi, że mogła dosięgnąć go dziobem. Chcąc wspiąć się po nim chwyciła go mocno i podskoczyła, odrywając nóżki od ziemi. Niestety, okazało się, że obrus nie jest przymocowany do stołu więc zaczął zsuwać się pod ciężarem ptaka. Sroka przebierała nóżkami i podskakiwała, lecz obrus nieubłaganie zsuwał się coraz szybciej. Najgorsze jednak było to, że wraz z obrusem zsunęły się najpierw małe kamyczki, a zaraz za nimi wielki wazon z kwiatami. Upadek wazonu został zamortyzowany przez dywan, ale kwiaty wypadły a woda chlusnęła na podłogę.
Sroczka stała chwilkę zakłopotana, lecz nie trwało to długo. Zobaczyła rozsypane na dywanie śliczne, błyszczące kamyczki. Pozbierała ich tyle, ile udało się zmieścić do dzioba i zaniosła do swojej klatki. Było to dość trudne zadanie, ale nie niemożliwe. Choć kamyczki wypadały z dzioba, a wędrówka na piechotę wymagała dodatkowego skupienia uwagi, w końcu wszystkie kamyczki zostały przeniesione do klatki. Zmęczona sroczka ułożyła się wygodnie na swoim legowisku i - otoczona świecidełkami - spokojnie zasnęła.
Za to Marysia właśnie się obudziła. Ziewnęła, przeciągnęła się siedząc na łóżku a potem wysunęła spod kołdry nogi i dotknęła bosymi stopami dywanu. Ale co to?! Dywan był mokry i zimny. Popatrzyła w dół na rozrzucone kwiaty, obrus leżący pod stolikiem, a potem rozejrzała się po pokoju: zasłona była zerwana do połowy a na dywanie widać było mokre ślady małych, ptasich nóżek!
Marysia ubrała kapcie i podeszła do klatki z miną charakterystyczną dla mamy, gdy po czterech wezwaniach nie przychodzimy na obiad. W klatce zobaczyła, zwiniętą w kłębek. smacznie śpiącą sroczkę, otoczoną ozdobnymi kamykami zabranymi ze stolika i błyszczącymi koralami, które zdobiły niegdyś suknię Marysi na szkolnym przedstawieniu. Cała złość przeszła dziewczynce w mgnieniu oka. Uśmiechnęła się, włożyła rękę do klatki i koniuszkiem wskazującego palca pogłaskała sroczkę po główce.
- Oj! Sroczko łobuziaro! Sroczko Kłopotko!
Nagle dotarło do niej, że przecież to jest idealne imię dla tej sroczki! Sroczka Kłopotka - to jak imię i nazwisko, nie jest już jakąś tam czarno - białą ptasią plamą! Jest Tą Sroczką Kłopotką.
Patrzyła na nią i przez chwilę przestała myśleć o sprzątaniu tego całego bałaganu. Sroczka przebudziła się, podniosła główkę i spojrzała na Marysię. W oczach tej dziewczynki było coś nowego, coś bardzo ciepłego i miłego. Ptaszyna jeszcze nigdy nie miała do czynienia z takim spojrzeniem. Gdyby była człowiekiem, może zrozumiałaby, że to wzrok przyjaciela.
cdn...
M. H.
O nas |
Reklama |
Regulamin |
Polityka prywatności
Tłumaczenie tekstów
Redakcja i korekta tekstów
(C) EnglishStory.pl
| KONTAKT: | Biuro: | biuro@englishstory.pl |
| Pomoc: | web@englishstory.pl | |
| Telefon: | +48 880 074 279 (w godz. 9:00 - 17:00) |