Literature is not from solving problems - it puts them.
- Witold Gombrowicz
TEKSTY DLA DZIECI: Zaczynasz naukę | Już trochę potrafisz | Potrafisz całkiem sporo
Skala ocen: 1 - 10
Oddanych głosów: 4 Aktualna ocena: 8.75
Legenda o smoku wawelskim
Wycieczka do lasu
Wycieczka w góry
Wycieczka do ZOO
Wycieczka do lasu
Opowieść o pogodzie
Czas wolny na łonie natury
Wśród liści i kasztanów
Na dziadkowym strychu
Cyrkowa rzeczywistość
Potwór we mgle
Cyrk
Korale czarownicy
Śmiejąca się Danini
Wąsy w czołgu
Dwa światy - jedna polana
O zależnościach między duchami a jedzeniem ciastek
Wycieczka do lasu
CYRK - NIE DLA ZWIERZĄT cz. 2
CYRK - NIE DLA ZWIERZĄT cz. 3
Tort czekoladowy
Ognisko, wędka i zerwana żyłka
Rejs
Smutna wycieczka - opowiadanie z dialogiem
Pierwsze spotkanie z kominiarzem - opowiadanie
Bajka o zaimkach - Nic...
Sroczka Kłopotka cz. 2
Sroczka Kłopotka cz. 4
Sroczka Kłopotka cz. 3
Sroczka Kłopotka cz. 1
O zależnościach między duchami a jedzeniem ciastek
Autor tekstu: Anna Ćwiek
Kiedy duch zostawia na ziemi niedokończone sprawy, nie może zaznać spokoju. Wówczas trzeba zrobić wszystko, by go uwolnić od cierpień.
Był środek lata i Kwiatkowie postanowili się wybrać z dziećmi w góry na kilka dni, a wraz z nimi siostra mamy z mężem i ich zadzierającą nosa córką, Jolką. Jako że nieopodal pensjonatu, w którym się zatrzymali, stał średniowieczny zamek, cała rodzina nie namyślała się długo i następnego popołudnia wyruszyła na zwiedzanie.
U celu
Kiedy tylko dotarli na miejsce, wszyscy, oczywiście oprócz przemądrzałej i prychającej na wszystko Jolki, byli pod wrażeniem otoczonej fosą budowli. Po wejściu do środka powitał ich, z przesadną wręcz powagą, sędziwy recepcjonista:
- Witam państwa... Niezmiernie mi przykro, lecz dziś zwiedzanie komnat jest niemożliwe. Jak państwo zapewne dostrzegacie, staliśmy się ofiarą awarii prądu... - każde słowo wypowiadał z namaszczeniem. Istotnie, braku prądu nie dało się nie zauważyć - wszędzie były porozstawiane masywne świeczniki. Nagle rozległ się przeraźliwy huk! Wnet rozpętała się burza i cała rodzina natychmiast wybiegła z zamku tylko po to, żeby z przerażeniem stwierdzić, że samochód ugrzązł w błocie!
- Nie macie wyboru - usłyszeli głos zza pleców - zostaniecie na noc...
Po serii głośno wyrażanych wątpliwości i pełnych zakłopotania odmów wycieczkowicze zdali sobie sprawę, że istotnie nie mają wyjścia, z czego najbardziej ucieszył się siedmioletni Jacek i jego młodsza siostra, Kasia. Zapowiadała się wielka frajda. Jolka oczywiście była ponad to.
Zakwaterowanie
- Pozwolą państwo, że pokażę pokoje... - wszyscy posłusznie poszli śladem recepcjonisty. Już od wejścia dał się wyczuć wyraźny zapach ciastek. Ze zdziwieniem odkryli, że trzy pokoje na drugim piętrze są już przygotowane, a pościel świeżo obleczona. Zupełnie jakby ktoś na nich czekał... w każdym razie Kwiatkowie zajęli pierwszy pokój, siostra Kwiatkowej z mężem ulokowali się w drugim, a dzieciom przypadł trzeci. Trzeci pokój dostał od pokoju pierwszego i drugiego kategoryczny zakaz otwierania drzwi, a jego lokatorzy pod presją obiecali, że nie będą urządzali w nocy żadnych spacerów po korytarzach. Rzecz w tym, że tylko Julka zamierzała się do tego zastosować.
Dochodziła północ, a Kasia z Jackiem byli jedynymi, którzy jeszcze czuwali. Zza ściany dochodziło miarowe chrapanie wujka.
Złamana obietnica
Rodzeństwo, najciszej jak tylko potrafiło, wymknęło się z pokoju i rozpoczęło indywidualne zwiedzanie ukierunkowane na odkrycie jakiegoś sekretu. Jakiś przecież na pewno jest i to nie jeden, w końcu ten zamek ma kilkaset lat, a przez ten czas mnóstwo rzeczy się wydarzyło. W powietrzu cały czas unosił się zapach ciastek, tutaj tak samo intensywnie jak na dole.
Jacek założył, że im wyżej, tym bardziej prawdopodobne, że znajdą jakąś ciekawostkę, najlepiej taką mrożącą krew w żyłach. Siostra nie tylko nie zgłosiła sprzeciwu, ale nawet wyraziła entuzjazm, wobec czego dzieci udały się krętymi korytarzami piętro wyżej. Już na schodach okazało się, że ktokolwiek rozstawiał świeczniki, przewidział awaryjne oświetlenie tylko do piętra drugiego włącznie. Dzieci zabrały więc po dużej świecy z korytarza i tak wyposażone udały się na górę, która - poza brakiem światła i chrapania wujka - nie różniła się zbytnio od ich piętra. Korytarz był tak samo chłodny, takie same ciężkie drzwi były tak samo pozamykane, zdawałoby się, na zawsze. Tu również każdy krok wywoływał echo.
W nogi!
W pewnej chwili zrobiło się znacznie chłodniej, a na końcu długiego korytarza Kasia, a po chwili również Jacek, dostrzegli jakby światło. Z pewnością jednak nie pochodziło od świecy - było niebieskawe!
- Duchy... - szepnęła dziewczynka.
- Ciii - uciszył ją brat - jeszcze je spłoszysz.
Światło zrobiło się bardziej intensywne i można było dostrzec kontury postaci... tak, to z całą pewnością były duchy! Oczom dzieci ukazała się niebieska, świetlista mgła, z której przez kilka chwil formowała się postać małego chłopczyka, mniej więcej w ich wieku. Powoli wyciągnął rękę w ich kierunku, a następnie zaczął się dosyć szybko przybliżać. Rodzeństwo rozpoczęło paniczną ucieczkę, lecz zabłądziło! Kręte, ciemne korytarze najwyraźniej się mściły za naruszenie ich spokoju i nie pozwalały na odnalezienie właściwej drogi... dzieci skręcały raz w prawo, raz w lewo, zbiegały po schodach, aż dotarły do kuchni. Bez zastanowienia zaryglowały drzwi kawałkiem drewna, który leżał na podłodze. Rozejrzały się wokoło - kuchnia była okazała, jak na wielki zamek przystało. Na stole leżały ciastka, świeżo upieczone, jeszcze gorące. To ich zapach roznosił się po całym zamku... dziwne, ale dotarł aż na trzecie piętro. Wyglądały przepysznie i dzieciom zaczęła ciec ślinka.
Wyjaśnienie
- Zaraz, przecież jest środek nocy... ciastka dopiero co upieczone... a gdzie się podziała kucharka? I dlaczego piekła je o tej porze? - Jacek zaczął coś podejrzewać. W tym momencie, ku przerażeniu dzieci, pojawiło się niebieskie światło w kształcie kucharki, pulchnej i uśmiechniętej.
- Nie, nie bójcie się dzieci, my nie mamy złych zamiarów - przemówiła zjawa - usiądźcie, proszę, wyjaśnię wam wszystko.
Dzieci uspokoiły się, duch właściwie nie wyglądał groźnie. Zresztą, czy może być zły ktoś, czy może "coś", co piecze tak pysznie pachnące ciastka?
Okazało się, że dwieście lat temu zbóje napadli na ten zamek i wymordowali wszystkich, całą rodzinę oraz służbę. Kucharka uwielbiała piec słodkości, a mieszkańcy codziennie z niecierpliwością czekali, kiedy wypiek będzie gotowy. W tragiczny wieczór kucharka przygotowała przepyszne maślane ciasteczka i właśnie wyjęła je z pieca, kiedy do kuchni wtargnął jeden ze złoczyńców i strzelił jej prosto w serce. Jej duch wciąż nie może zaznać spokoju i jest uwięziony w zamku, ponieważ upieczone przez nią ciastka nie mogły zostać zjedzone, a była to najszczęśliwsza chwila każdego jej dnia, gdyż wiedziała, że sprawiła innym przyjemność. Teraz co wieczór piecze ciastka, oczekując na kogoś, kto ją wybawi.
- Kucharko... - zawahał się chłopiec - dlaczego nigdy nie poczęstowałaś nimi tego recepcjonisty?
- To zły człowiek... ukrywamy się przed nim...
- W takim razie może my zjemy te ciastka i w ten sposób ci pomożemy? - spytała Kasia.
- Och, naprawdę? Możecie? Byłabym wam dozgonnie... ekhm... bezgranicznie wdzięczna moje dzieci! - uradowała się.
- Dla nas to będzie podwójna przyjemność - odparł Jacek i dzieci sięgnęły po słodycze. - Mówiłaś, że się ukrywacie. Czy chodzi o tego chłopca, którego widzieliśmy na trzecim piętrze?
- Ach, widzieliście go... tak, to jego miałam na myśli... tego biednego dziecka też nie oszczędzili. Nigdy nie zasypiał, jeżeli nie pośpiewał razem ze swoimi braćmi. Tamtego wieczoru, podczas napadu, chłopcy mieli jeszcze godzinę do wspólnych śpiewów, lecz nie zdążyli. Od tej pory mały Stefanek błąka się, bezskutecznie poszukując dzieci, które razem z nim zaśpiewają.
Rodzeństwo spojrzało na siebie porozumiewawczo. Pomagają kucharce (zjedli już połowę ciastek), pomogą i Stefankowi. Kucharka na wieść o tym nie posiadła się ze szczęścia.
Koniec błąkania się
Kasia dokończyła ostatnie ciastko... w jednej chwili kuchnia rozjaśniła się tak, jakby był środek dnia, a w następnej chwili spowiła ją ciemność. Dzieci tylko usłyszały głos zjawy z oddali:
- Dziękuję...
Bez zastanowienia pobiegły z powrotem na górę, o dziwo nie mając żadnych problemów ze znalezieniem właściwej drogi. Tak samo jak poprzednio, na końcu korytarza pojawił się Stefanek, lecz tym razem dzieci nie rzuciły się do ucieczki. Powoli się do niego zbliżyły i Kasia zaśpiewała zwrotkę piosenki, a po chwili pomogli jej Jacek i uradowany Stefanek. Kiedy ostatnia zwrotka dobiegła końca, korytarz się rozjaśnił, duch zniknął, a z dala rodzeństwo usłyszało śmiech Stefanka.
Wrócili do pokoju. Wujek ciągle chrapał, Julka spała jak zabita, a dzieci z wrażenia nie zmrużyły oczu do rana.
A. Ć.
O nas |
Reklama |
Regulamin |
Polityka prywatności
Tłumaczenie tekstów
Redakcja i korekta tekstów
(C) EnglishStory.pl
| KONTAKT: | Biuro: | biuro@englishstory.pl |
| Pomoc: | web@englishstory.pl | |
| Telefon: | +48 880 074 279 (w godz. 9:00 - 17:00) |