Own stupidity, people used to call experience.
- Oscar Wilde
TEKSTY DLA DZIECI: Zaczynasz naukę | Już trochę potrafisz | Potrafisz całkiem sporo
Skala ocen: 1 - 10
Oddanych głosów: 4 Aktualna ocena: 9.25
Legenda o smoku wawelskim
Wycieczka do lasu
Wycieczka w góry
Wycieczka do ZOO
Wycieczka do lasu
Opowieść o pogodzie
Czas wolny na łonie natury
Wśród liści i kasztanów
Na dziadkowym strychu
Cyrkowa rzeczywistość
Potwór we mgle
Cyrk
Korale czarownicy
Śmiejąca się Danini
Wąsy w czołgu
Dwa światy - jedna polana
O zależnościach między duchami a jedzeniem ciastek
Wycieczka do lasu
CYRK - NIE DLA ZWIERZĄT cz. 2
CYRK - NIE DLA ZWIERZĄT cz. 3
Tort czekoladowy
Ognisko, wędka i zerwana żyłka
Rejs
Smutna wycieczka - opowiadanie z dialogiem
Pierwsze spotkanie z kominiarzem - opowiadanie
Bajka o zaimkach - Nic...
Sroczka Kłopotka cz. 2
Sroczka Kłopotka cz. 4
Sroczka Kłopotka cz. 3
Sroczka Kłopotka cz. 1
Sroczka Kłopotka cz. 1
Autor tekstu: Małgorzata Horecka
Jest to fragment książki o przyjaźni Marysi z bardzo sympatyczną sroczką, która pewnego dnia rankiem wleciała do pokoju dziewczynki...
Marysia otworzyła oczy i zobaczyła pomarańczową, chropowatą powierzchnię, przeciętą regularnym szlaczkiem. Nie była to dla niej żadna nowość, zazwyczaj pierwszym widokiem po przebudzeniu była właśnie ta tapeta. Obróciła się na drugi bok, by jeszcze chwilkę poleżeć, zanim zmobilizuje się na tyle, by podnieść się z łóżka. Tak miło jest poleniuchować przed rozpoczęciem kolejnego dnia zmagań z życiem dwunastolatki...
Gdy wykonała niemały wysiłek obrócenia się na drugi bok spostrzegła, że coś jest nie tak...jakaś czarno-biała plama przemieszczała się tuż przed jej nosem! Podskoczyła przerażona krzycząc w niebogłosy! Nie codziennie pierwszą osobą spotkaną po przebudzeniu jest niezidentyfikowany potwór. Zrobiła kilka szybkich kroków, a właściwie susów, w stronę drzwi. Serce waliło jej, jakby chciało wyskoczyć z piersi. Myśli tak szybko galopowały w jej głowie, że zanim zdążyła się odwrócić, by sprawdzić, co to za nieproszony gość bezczelnie spacerował po jej łóżku, zdążyła już wyobrazić sobie skunksa, zebrę, a nawet orkę!
Odwróciła głowę i nie mogła uwierzyć własnym oczom! Po jej niedużym pokoju chaotycznie podfruwała sroka! Nie wiadomo, kto był bardziej przerażony...
Marysia coraz szerzej otwartymi ze zdumienia oczami śledziła czarno-biały punkt. Dwubarwna kulka piór fruwała obijając się o ściany i z uporem maniaka celowała w przymknięte okno! W końcu na linii lotu sroki pojawił się szklany żyrandol, w który biedna uderzyła z taką siła, że spadła na ziemię bezwładnie jak rzucona zabawka.
Nastała cisza... Po zaspaniu Marysi nie było już ani śladu. Stała teraz blisko drzwi pokoju i patrzyła, ciągle zastygła w bezruchu, na równie nieruchomą sroczkę. Teraz nie mogła pojąć, dlaczego tak się wystraszyła... Sroczka była przepiękna, miała błyszczące czarne pióra dla kontrastu poprzeplatane białymi plamami. Dziób nie był na tyle duży, żeby się go bać, a już na pewno nie tak groźny jak zakrzywione dzioby orłów, które widziała ostatnio w telewizji... Zrobiła krok w stronę leżącego na podłodze ptaka i w tym momencie zniknął gdzieś strach, który towarzyszył jej od samego rana. Na jego miejsce pojawiło się współczucie. "A jeśli sroczka zrobiła sobie krzywdę? Może nie żyje?" - pomyślała Marysia...
Stojąc boso na środku pokoju zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu krzesła. Jednak nie uspokoiła się jeszcze na tyle, by pamiętać, że jej pokój ma niezmieniony kształt od zawsze (czyli od dwunastu lat jej życia) i krzesło, jak zwykle, stoi przy biurku. Gdy w końcu je namierzyła, przystąpiła do działania. Przeciągnęła krzesło w stronę szafy, potem wspięła się na nie niczym na szczyt świata. Stojąc na palcach, w skupieniu zacisnęła wargi, wyciągła ręce jak najwyżej sięgając na szafę, aż w końcu poczuła pod palcami karton. Właśnie w momencie gdy go ściągała, już prawie opierając się na piętach, usłyszała za sobą dość głośne: "Kraaaa...!".
Tego było za wiele, jak dla dziewczynki stojącej na wieży krzesła i to jeszcze na palcach. Krzesło zatrzęsło się, zastukało nogami o podłogę i bezlitośnie przewróciło się w zwolnionym tempie. Marysia instynktownie puściła pudełko, które oczywiście nie mogło spaść nigdzie indziej, jak wprost na jej głowę i chwyciła się w ostatniej chwili brzegu szafy, zawisając niczym wspinacz na ścianie stromej skały.
To już przesada! Żadna sroka nie będzie udawała chorej i kontuzjowanej tylko po to, by ona wyglądała jak głupek! Puściła szafę dotykając stopami podłogi, do której wcale nie było tak daleko. Zdjęła karton z głowy i rozejrzała się po pokoju. Sroczka siedziała w tym samym miejscu, gdzie widziała ją po raz ostatni. Przycupnęła tylko podkulając nóżki pod siebie, z wyprostowanym skrzydłem patrzyła koralikowymi oczyma na Marysię.
Dziewczynka złapała jakieś stare pisma leżące na półce, wyścieliła nimi dno kartonu, a następnie podeszła do leżącego ptaka. Choć sroczka miała niezbyt ufną minę, nie protestowała zacięcie, gdy Marysia delikatnie chwyciła ją w ręce. Kiedy sroczka znalazła się już w pudełku, Marysia, zostawiając szpary do oddychania, przymknęła wieko kartonu.
Weszła do pokoju rodziców z kartonem pod pachą. Mama już dawno wstała i jak zwykle w sobotę siedziała w fotelu przeglądając jakieś papiery z pracy. Popatrzyła na Marysię i troszkę zaskoczył ją wygląd córki: rozczochrane włosy mogłyby wskazywać na poranne czupiradło, ale potargany rękaw piżamy...? I dlaczego Marysia ma takie wypieki na twarzy a w jej oczach widać te iskierki, które zawsze wskazują na zbliżające się kłopoty? No i ten śmieszny karton... Co ona znów wymyśliła?!
- Mamo, musimy jechać, proszę cię, weź kluczyki od samochodu i chodźmy! - gorączkowo pospieszała mamę Marysia
- Ale gdzie mamy jechać kochanie...? - zdziwiła się mama.
- No jak to gdzie?! Do weterynarza!
- Skarbie, coś ci się przyśniło, my nie mamy żadnych zwierząt, a jeśli się źle czujesz, to chyba lepiej będzie pojechać do lekarza...
- Już mamy zwierzę... i to nie byle jakie... - powiedziała Marysia wyciągając przed siebie karton.
- Skarbie, wierz mi, że temu ślimakowi lepiej będzie na wolności...
W tym momencie pudełko zaskrzeczało tak głośno, jakby chciało zaprotestować, że do ślimaka mu bardzo daleko. Mama skoczyła na równe nogi:
- Co to jest!?
- Sroka... - Marysia powiedziała to w taki sposób, jakby było to zupełnie normalne, że ludzie budzą się rano i nagle stają się posiadaczami srok.
- Dobrze... Opowiesz mi wszystko po drodze. Jedźmy więc, jeśli trzeba, tylko... Może lepiej by było, gdybyś się przebrała, mam wrażenie, że weterynarz może dziwnie patrzeć na dziewczynkę w potarganej piżamie ze sroką pod pachą!
cdn...
M. H.
O nas |
Reklama |
Regulamin |
Polityka prywatności
Tłumaczenie tekstów
Redakcja i korekta tekstów
(C) EnglishStory.pl
| KONTAKT: | Biuro: | biuro@englishstory.pl |
| Pomoc: | web@englishstory.pl | |
| Telefon: | +48 880 074 279 (w godz. 9:00 - 17:00) |