A house without books is a house without windows.
- Horace Mann
TEKSTY DLA DZIECI: Zaczynasz naukę | Już trochę potrafisz | Potrafisz całkiem sporo
Skala ocen: 1 - 10
Oddanych głosów: 1 Aktualna ocena: 8
Legenda o smoku wawelskim
Wycieczka do lasu
Wycieczka w góry
Wycieczka do ZOO
Wycieczka do lasu
Opowieść o pogodzie
Czas wolny na łonie natury
Wśród liści i kasztanów
Na dziadkowym strychu
Cyrkowa rzeczywistość
Potwór we mgle
Cyrk
Korale czarownicy
Śmiejąca się Danini
Wąsy w czołgu
Dwa światy - jedna polana
O zależnościach między duchami a jedzeniem ciastek
Wycieczka do lasu
CYRK - NIE DLA ZWIERZĄT cz. 2
CYRK - NIE DLA ZWIERZĄT cz. 3
Tort czekoladowy
Ognisko, wędka i zerwana żyłka
Rejs
Smutna wycieczka - opowiadanie z dialogiem
Pierwsze spotkanie z kominiarzem - opowiadanie
Bajka o zaimkach - Nic...
Sroczka Kłopotka cz. 2
Sroczka Kłopotka cz. 4
Sroczka Kłopotka cz. 3
Sroczka Kłopotka cz. 1
CYRK - NIE DLA ZWIERZĄT cz. 2
Autor tekstu: Marta Górska
ROZDZIAŁ II
NA ARENIE
Kabik znalazł się w tym miejscu po raz pierwszy. Był już kilka tygodni w niewoli u dwunożnych istot i wiedział, że nie może z ich strony spodziewać się niczego dobrego. Całe ciało bolało go od podróży w twardych klatkach, których pręty przestał już atakować. Stał się osowiały, zmęczony, smutny. Powoli przestawał wierzyć, że Mama przybędzie mu na ratunek. Przecież przyzywał ją całymi dniami, a ona nie przychodziła. A powinna być przy nim, bo on jest jeszcze dzieckiem! W dżungli wciąż byłby przy matce, która powoli wprowadzałaby go w tajniki polowania.
Tygrysek ze zdziwieniem zauważył, że w klatkach nieopodal znajdują się inne zwierzęta. Całkiem niedaleko zobaczył kogoś bardzo podobnego do jego Mamy. Ta istota była jednak mniejsza, miała matowe futro i smutne, pozbawione blasku oczy.
- Mamo! - zawołał Kabik z nadzieją, choć sam nie bardzo wierzył, że to ona.
- Cicho, maluchu - odpowiedziała mu krewniaczka. - Jestem tygrysica Rani. Masz pecha, że tu trafiłeś. Ale nie rycz głośno, ludzie tego nie lubią.
- Ludzie? A kto to są ludzie? - spytał zdziwiony Kabik.
- Oj, jaki ty jeszcze głupiutki jesteś. A kto cię tu przywiózł? Jesteś w niewoli u ludzi i dobrze ci radzę - nie narażaj się im, bo będziesz tego gorzko żałował.
- Ale po co mnie tu przywieźli? Chcą mnie zjeść? - pytał naiwnie tygrysek.
- Zjeść? Nie, nie po to cię kupili. Będziesz występował na arenie i robił różne sztuczki, a inni ludzie będą się cieszyć i bić brawo. A wieczorem dostaniesz za to trochę mięsa.
- A kiedy stąd wyjdę? Tu jest strasznie!
- Nigdy stąd nie wyjdziesz, biedaku. Lepiej, żebyś zdał sobie z tego sprawę i spróbował się pogodzić z losem - zaryczała smutno Rani.
Niedługo potem odezwały się inne zwierzęta. Niektóre z nich np. słonie były dobrze znane Kabikowi, o innych, takich jak wielbłądy, słyszał po raz pierwszy. Niestety, wszystkie potwierdziły słowa tygrysicy Rani. Znalazł się w miejscu, w którym zwierzęta służą jedynie rozrywce ludzi. Jego domem będzie ciasna klatka, a wychodzić z niej będzie jedynie na próby lub występy na arenie.
Tresura
- Nie! - ostry krzyk treserki sprawił, że Kabik po raz kolejny przypadł do ziemi. Nie rozumiał, czemu ta jasnowłosa kobieta tak go dręczy, przecież nie zrobił jej nic złego. Na początku próbował rzucać się, ale ona natychmiast reagowała, dźgając go boleśnie drewnianymi widłami. Udawał więc, że nic go nie interesuje, a nawet przymykał oczy, ale wtedy także nie była zadowolona. Nie mógł pojąć, czego od niego chce, nawet wtedy kiedy w ruch poszedł kij. Ciągle także szarpała łańcuchem, który miał przytwierdzony do szyi.
Tygrysek nie mógł uciec. Płakał, ale ona słyszała tylko ryk. W desperacji wskoczył na wysoki taboret ustawiony niedaleko i wtedy zdumiał się - jej właśnie o to chodziło. Usłyszał słowa:
- Tak. Dobrze. Doskonale. - Dostał nawet kawałeczek mięsa na długim kiju.
Naukę wskakiwania na stołek miał już za sobą, ale przed nim były jeszcze trudniejsze zadania. Bardzo bolało go na przykład dźganie kijem w podbródek, a to spotykało go dzień w dzień. Szyję miał skutą łańcuchami, nie mógł uciekać. Dopiero po jakimś czasie, kiedy próbował zasłonić się przed kolejnym ciosem, podnosząc w górę przednie łapy, zrozumiał, że tak wygląda kolejna sztuczka, której wymaga od niego treserka.
Najtrudniejsze było jednak przeskakiwanie przez płonącą obręcz. Wszystkie zwierzęta instynktownie boją się ognia i za nic nie chcą się niego zbliżyć. Kabik musiał, bo z tyłu czekali na niego dwunożni dręczyciele z biczem i kijami, zadając bolesne, choć nie zostawiające śladów uderzenia. Kabik musiał przezwyciężyć ból i strach, ale był jeszcze młody, więc udawało mu się skakać nawet bez osmalenia futra.
Na arenie występował z tygrysicą Rani oraz dorosłym tygrysem o imieniu King. Mieli udawać rodzinę. Treserka wydawała polecenia dorosłym kotom, a one udawały, że nie potrafią wykonać żadnego zadania. Dopiero kiedy ich niby-synek, czyli Kabik, pierwszy bezbłędnie pokazał wszystkie sztuczki, zawstydzeni "rodzice" powtarzali je po nim. Numer bardzo podobał się cyrkowej publiczności, ludzie śmiali się i klaskali. Z czasem jednak, kiedy Kabik podrósł i nie mógł już grać tygrysiego dziecka, treserka musiała zmienić układ.
Nocne rozmowy
Protestował, zapierał się ze wszystkich sił wszystkim czterema łapami, ale ciągnący go na łańcuchu człowiek był nieubłagany. Idący z tyłu pomocnik dodatkowo okładał tygrysa kijem. Kabik przewrócił się na grzbiet, próbując w ten sposób powstrzymać dręczycieli, ale to nic nie pomagało. Wiedział, że znów czeka go kilka godzin w kurzu drogi, w trzęsącej się klatce.
Wszystkie zwierzęta reagowały w podobny sposób przed podróżami. Słychać było ryk niedźwiedzi i tygrysów, trąbienie spętanych słoni. Pracownicy cyrku zupełnie się tym nie przejmowali. Wiadomo było, że aby zarobić, w sezonie trzeba objeździć jak najwięcej miast. Zwierzęta były ciągle obolałe i zmęczone.
Kabik podrósł, stał się dorosłym tygrysem, ale cyrkowe życie sprawiło, że często kulił się w klatce, cofał na widok ludzi, bał się trzasku bicza i długich przedmiotów przypominających kije. Nie mógł biegać, więc zaczął w klatce kiwać się na boki, podobnie jak wiele innych dużych kotów pozbawionych ruchu.
Wieczorami rozmawiał z innymi zwierzętami. Pomimo kilkuletniego stażu w cyrkowym życiu nie rozumiał, co kieruje ludźmi, którzy zadają zwierzętom takie cierpienia. Stara niedźwiedzica Bala wytłumaczyła mu, że ludzie mają bożka, dla którego zrobią wszystko. Ten bożek nazywa się pieniądz.
- Ludzie kochają go niczym niedźwiedzica swoje małe - opowiadała Bala. - Dla niego zabijają zwierzęta w krwawych zabawach, które oni nazywają polowaniami. Nasze łby i skóry zabierają do swoich mieszkań i tam chełpią się przed znajomymi. A nasze dzieci chwytają i sprzedają do miejsc takich jak te.
- Tak, mnie też to spotkało - potwierdził ze zrozumieniem Kabik. - Nawet nie wiem, co stało się w z moim braciszkiem.
- Boli, boli... - skarżyła się żałośnie młoda słonica Lea. Ciągle nosiła ślady poważnego pobicia. Nie chciała słuchać komend, a do występu zostało tylko kilka dni. Ludzie byli zdenerwowani, jak to przed premierą. Pewnego dnia na próbie, kiedy Lea nie wykonała polecenia, doskoczyli do niej i zaczęli okładać kijami. Odeszli dopiero wtedy, gdy się rozszlochała. Trzęsła się cała, a z oczu leciały jej łzy. Podobno ludzie popatrzyli po sobie tak jakoś dziwnie. Uwierzyli, że słonie też potrafią płakać.
- To jeszcze nic - zaryczała Bala. - Wiecie, jak niedźwiedzie uczy się tańca? Stawia się nas na rozżarzonej płycie. Aby uniknąć oparzeń, musimy wciąż przebierać łapami.
- A ja, a my... - odezwały się inne zwierzęta. Płynęły opowieści o krzywdach i tęsknocie za wolnością. Czworonożni cyrkowi artyści zastanawiali się, czy wszyscy ludzie czczą tego samego bożka i czy nikt nigdy im nie pomoże...
M. G.
O nas |
Reklama |
Regulamin |
Polityka prywatności
Tłumaczenie tekstów
Redakcja i korekta tekstów
(C) EnglishStory.pl
| KONTAKT: | Biuro: | biuro@englishstory.pl |
| Pomoc: | web@englishstory.pl | |
| Telefon: | +48 880 074 279 (w godz. 9:00 - 17:00) |